Zdrada doskonała? Nie istnieje!

Wywiad dla portalu http://e-warto.wm.pl/

— Gardzi pan zdradą?
— Ja zdradę rozumiem. Rozumiem też ludzkie słabości. Zdrada jest istotną przeszkodą na drodze większości związków, ale również istotnym motorem ewolucji. Bo w sensie biologicznym człowiek nie został stworzony do monogamii. Dlatego jestem odległy od ocen moralnych. Gardzić mogę ludźmi, którzy nie potrafią zachować się z klasą post factum.
— I w takiej sytuacji pokrzywdzony zwraca się do specjalisty. Częściej po pomoc detektywa sięgają mężczyźni czy kobiety?
— Zależy w jakiej sprawie. Mężczyźni wynajmują mnie częściej w razie kłopotów ze wspólnikami i w biznesie, a kobiety – gdy chodzi o sprawy małżeńskie, czyli zdradę, oraz rodzinne, np. kłopoty z dorastającymi dziećmi.
— Czy zanim przychodzą do profesjonalisty wcześniej same próbują śledzić mężczyznę, sprawdzać jego telefon i maila?
— W większości przypadków – tak. Zdradzone żony bardzo często dostarczają mi nawet nazwisko kochanki oraz opis okoliczności zdrady. Mnie pozostawiają jedynie zdobycie dokumentacji romansu.
— Czy kobiety, które wynajmują detektywa chcą z nim uczestniczyć w akcjach?
— Niektóre klientki, upierają się, żeby wziąć udział w akcji. To jednak gigantyczne ryzyko… Nie chodzi tylko o rozkojarzenie w czasie pracy, ale i o gwałtowne emocje, które towarzyszą kobietom w trakcie takich działań. Zrobiłem kiedyś odstępstwo od zasad i klientka załamała się nerwowo, stając oko w oko z prawdą.
— A co powinno wzbudzić czujność kobiety na tyle, by pomyśleć o wynajęciu detektywa? Po czym poznać, że jest się zdradzaną?
— Symptomów jest wiele. Ale fachowca warto wezwać zawsze, gdy mąż nagle zmienia swoje zachowania seksualne, gdy zaczyna znikać z domu na całe dnie czy noce, gdy w jego nawykach, hierarchii wartości, sposobie bycia zachodzą raptowne zmiany, gdy zaczyna bez okazji kupować kwiaty lub skąpić pieniędzy na dom. Chciałbym przy tej okazji podkreślić, że najwięcej sygnałów ostrzegawczych dostarcza kobietom intuicja. Nigdy nie lekceważę sytuacji, gdy klientka przychodzi i stwierdza „niby nic się nie dzieje, ale coś mi nie gra” – i zawsze namawiam kobiety, aby ufały sobie i swoim przeczuciom. Rzadko, ale zdarzało się, że mężczyzna podejrzewany o zdradę okazał się czysty jak łza. Nie wątpię jednak, że był już niedaleko od myśli o zdradzie.
— W jakim wieku są przeważnie pana klientki?
— W każdym. Najmłodsza miała 20 lat, a najstarsza była po 70-tce. Ale niewątpliwie największe kłopoty mają kobiety w okolicach trzydziestki, często matki małych dzieci, oraz panie po pięćdziesiątce, które odchowały już potomstwo pana i władcy…. I nie są mu już do niczego potrzebne.
— A stan cywilny?
— Przed kilkoma laty panie, które dopiero planowały ślub były wśród moich klientek rzadkością. Teraz, dzięki Bogu, rośnie liczba przezornych oraz odpowiedzialnych kobiet, które patrzą na swoje związki jak na poważną inwestycję… I nie chcą zainwestować swego życia w niewłaściwego faceta.
A po drugie: długość stażu nie decyduje o tym, czy kobieta wynajmie detektywa. Ważniejsza jest osobowość kobiety – oraz stopień „wredności” męża. Nie bez znaczenia jest również wielkość wspólnego majątku.
— I co dalej, co zrobić, jak już wiemy, że jesteśmy zdradzane?
— Jestem praktykiem, więc pod słowem „wiemy”, rozumiem „mamy niezbite dowody zdrady, wystarczające do uzyskania rozwodu”. W takim wypadku – kobieta zawsze powinna odpowiednio zareagować. Jak? – to już zależy od tego, na co ma ochotę. I jaką podjęła decyzję: czy zamierza ratować swoje małżeństwo, czy też uzyskać korzystny i szybki rozwód? Ale nie wolno zrobić jednego: udawać, że nic się nie dzieje, zwłaszcza jeżeli taka taktyka nie przynosi kobiecie jednoznacznej korzyści. Mąż musi ponieść określone konsekwencje. Nie może mu się upiec.
— Jakie dowody są potrzebne, by udowodnić mężowi zdradę w sądzie?
— Wszystko w rękach niezawisłego sądu. Nie ma reguły. Ale najlepsze są zdjęcia męża z kochanką, wyciągi z konta męża, dokumentujące pozamałżeńskie wypady do hoteli, billingi z jego telefonu, treść sms-ów lub miłosnych listów.
— A zdarza się pewnie i tak, że kobiety dowiadują się, że partner jest niewierny i na tym kończą sprawę?
— Oczywiście, że tak. Niektóre panie wynajmują detektywa po to, aby oszacował, jakie trwałe lub nieodwracalne szkody dla ich małżeństwa może wyrządzić skok męża w bok. Nie przejmują się zdradą jako taką, martwią ich jedynie możliwe konsekwencje. Znałem panią, która „pilotowała” poprzez detektywa romans męża, który nie miał przyszłości. Sama, korzystając z tego, że małżonek ma mnóstwo ciekawszych od pracy zajęć, robiła karierę w ich wspólnej firmie - przejmowała po cichu jego obowiązki oraz pola decyzji.
— Zdarzają się podczas akcji jakieś zabawne sytuacje albo zaskakujące rozwiązania spraw?
— Moja praca jest mało rozrywkowa. Jednak życie to komedia i nieraz zaskakuje. Raz mi się zdarzyło przyłapać klienta na zdradzie z panią, która uchodzi za filar polskiego partyjnego katolicyzmu… I nawet nie ma kurwików w oczach, więc nic nie wskazuje na jej wysoki temperament. Innym razem, podczas obserwacji klienta, poślizgnąłem się na schodach. Autentycznie! A pierwszej pomocy udzielił mi właśnie klient, chirurg-traumatolog, z kochanką, chirurgiem miękkim. Zdarzyło mi się również odkryć to, że po kolei odkrywam rozmaite dowody zdrady męża… sprokurowane przez perfidną i podstępną żonę, która mnie wynajęła.
— Częściej pewnie wypłakują się panu na ramieniu albo zarzucają, że pan na pewno jest taki sam jak to facet?
— Jednym z obowiązków detektywa jest podsunąć klientce mankiet do wypłakania się. Miałem klientki, które zaufały dopiero mnie – obcemu człowiekowi. I zwierzyły się z piekła, które mają w domu dzień za dniem… Oraz ze swoich myśli samobójczych. Wiele też razy słyszałem, że jestem taki sam – jak to facet. Ale to przecież prawda: ja właśnie jestem facetem! I znam męskie triki… I między innymi dlatego potrafię wpaść na trop niewiernego.
— Złapał pan kiedyś kobietę na zdradzie?
— Zawodowo rzecz biorąc – niejedną. A prywatnie … nigdy nie było takiej potrzeby.
— A czy bycie detektywem nie sprawia, że w swoich związkach jest pan bardziej przeczulony i dopatruje się jakiś niepokojących sygnałów?
— Chodzi Pani o zawodową paranoję? Jestem ciekawy, dlaczego ginekologa nikt nie pyta o to, czy podejrzewa, że jego żona jest w ciąży… W życiu prywatnym stosuje zasadę ograniczonego zaufania. Jestem normalny i zwyczajny, w pewnym sensie nawet mniej podejrzliwy niż przeciętny facet. Ale wiem kiedy należy się bać – i czego. Dlatego gdy związek wchodzi w fazę podwyższonego zagrożenia zdradą, przyglądam się pewnym aspektom wspólnej rzeczywistości… To i owo dyskretnie kontroluję. Jestem przeciwnikiem nieustannego patrzenia ludziom na ręce. Niesłusznymi podejrzeniami można łatwo popchnąć partnerkę do zdrady. Zapłodnić ją ideą, że skoro już cierpi, to chociaż niech ma za co…
— A zdarzyło się kiedyś, że zgłosiła się do pana kobieta, której partnera pan znał?
— Tak, raz. Nie przyjąłem zlecenia, to byłoby nieetyczne. Poradziłem jej innego fachowca.
— A koledzy,nie detektywi, nie próbowali pana przekonywać, że to nielojalne zajęcie wobec mężczyzn?
— Nie tylko mężczyźni zdradzają, to raz. A po wtóre, dlaczego mam się poczuwać do lojalności wobec mężczyzn, którzy zdradzają? Nie wystarczy, ze jestem za czystymi regułami gry? Za wiernością, za stabilnością, za współpracą mężczyzny i kobiety w trudnym dziele budowy udanego związku?! Poza tym negatywny stosunek do prywatnych detektywów mają najczęściej właśnie ci, którzy zdradzają. Kiedy to im rosną rogi, sami przychodzą po pomoc. Normalka!
— A co skłoniło pana do napisania książki?
— Po piętnastu latach w zawodzie doszedłem do wniosku, że można zmniejszyć potencjał zdrady w większości związków – poprzez podjęte w porę mądre działanie. „Porady na zdrady” to dopiero pierwszy z serii poradników, poprzez które chciałbym rozpropagować tę swoją filozofie ostrożnego życia w związku.
— To książka tylko dla kobiet czy również dla mężczyzn?
— To książka przede wszystkim dla kobiet. Mężczyznom przyda się w jakimś stopniu… Ale dość ograniczonym. Chociaż ogólne reguły są podobne. Kobiety, które zdradzają, stosują inne metody, inaczej się je przyłapuje – i inaczej trzeba z nimi postępować.
— A z pana doświadczenia wynika, że każda zdrada wychodzi na jaw czy istnieje zdrada doskonała, której nie da się wykryć?
— Nie ma zdrady doskonalej. Nawet czyjeś robaczywe myśli można wreszcie przejrzeć. Są jednak zdrady trudne do wykrycia, i owszem.

Źródło: http://e-warto.wm.pl/

Wróć