Co skłoniło
Pana do napisania porad dla zdradzanych kobiet?
Powodów
jest siedem i wszystkie wymieniam we wstępie do książki "Porady na
zdrady. Podstawy detektywistyki dla żon i narzeczonych". Trzy
najważniejsze. Po pierwsze: kobiety,
gdy podejrzewają partnera o niewierność, i tak wszczynają jakieś
postępowanie śledcze: sprawdzają kieszenie męża, próbują się dobrać do
jego telefonu czy komputera. Najczęściej robią to zupełnie
nieprofesjonalnie, kierowane emocjami, a ja chciałbym, żeby działały
skutecznie, bez wpadek, bez uruchamiania lawiny zbędnych oraz
nieprzyjemnych konsekwencji. Po drugie: wielu kobiet nie stać na usługę
zawodowego detektywa, a wyjątkowo potrzebują pomocy, bo są w naprawdę
koszmarnej sytuacji. Tym paniom życzę szczęścia - oraz wręczam
narzędzia, aby same zrobiły dla siebie, ile tylko możliwe oraz najlepiej
jak się da... Bo nie da się korzystnie, szybko oraz inteligentnie
rozwieść z mężem - rasowym łobuzem - bez fachowo sporządzonej
dokumentacji jego zdrad. Nie popieram draństwa: znęcania się nad
kobietami, krzywdzenia dzieci, terroryzowania otoczenia. Świata
nie naprawię, ale staram się pomóc w inny sposób - wręczając ofiarom
wędkę zamiast ryby... I namawiając, aby samodzielnie zajęły się
porządkowaniem własnych spraw. Po trzecie: każda kobieta, która
wynajmuje prywatnego detektywa, w ten czy inny sposób musi mu udzielić
czynnej pomocy.
Zdrada
rzadko bywa elegancka. Jak przedstawił ją Pan w swoim poradniku?
Ten
poradnik pokazuje, w jaki sposób zrobić to dyskretnie i elegancko Jest
swego rodzaju prowokacją napisanie podręcznika kreciej roboty dla
skrzywdzonych - i wyśmiewanych (bo ofiary zdrady nie cieszą się
prestiżem) ofiar. Podręcznika kontr-metod na metody, którymi mężczyźni
od lat posługują się, żeby zdradzać. A na jaki problem trzeba zwrócić
uwagę? Na kryzys małżeństwa jako instytucji - oraz jako każdego związku z
osobna. Na problem osłabienia więzi małżonków, który prowadzi do zdrady
- na potrzebę profilaktyki, ratowania wspólnego życia oraz świata
wspólnych dzieci, póki jeszcze sprawy na boku nie zaszły za daleko... Po
czwarte, od dziecka uczono mnie, że kobiety to płeć słabsza, której
należy się pomoc i szacunek. Nie pomagam wyłącznie kobietom, miałem też
wiele spraw, gdzie zleceniodawcami byli mężczyźni. Ta pozycja,
skierowana do kobiet, jest dopiero pierwszym poradnikiem, który powstał,
planujemy jednak udzielenie kilku porad również mężom. Biorąc pod
uwagę, kto z kim i kogo zdradza, uważam że podział jest prawie równy.
Bycie żoną w polskim prawie jest trudne, a bycie osobą w trakcie rozwodu
przy pełnej złośliwości ze strony partnera, to już istny horror. Czemu
nie ułatwić potrzebującym przejścia tej drogi?
Jak ocenia Pan ich
świadomość odnośnie zdrady?
Najwyżej oceniam świadomość - i znajomość
swojego problemu - u kobiet, które przyszły wynająć detektywa.
Niejednokrotnie wiedzą, z kim, gdzie, jak o od kiedy są zdradzane -
pozostaje kwestia zdobycia dokumentacji. Jeżeli chodzi o świadomość
zdradzanych kobiet - najlepszej odpowiedzi udzielają badania prof.
Izdebskiego. W Polsce tylko 4,2% partnerów takich osób, które żyją
podwójnym życiem w ogóle podejrzewa, że może padać ofiarą zdrady. Innymi
słowy - zainteresowani dowiadują się ostatni. Natomiast kobiety jako
płeć mają wyśmienitą świadomość zagrożenia zdradą: od czasów
jaskiniowych to niebezpieczeństwo figuruje na pierwszym miejscu ich
lęków. Jednak, gdy przychodzi co do czego, kobiety ze wszystkich sił
odpychają od siebie myśl, że mogą być zdradzane. Że to może być problem
tej konkretnej osoby - mój własny - że zdradzać może ten konkretny,
obdarzony zaufaniem, jedyny i ukochany mąż. To typowe myślenie wielu
kobiet – przecież ON MNIE nigdy nie okłamie! A fakty temu zaprzeczają - z
badań prof. Starowicza wynika, że 50% mężczyzn w Polsce zdradziło
chociaż raz. Jak to skomentować? Nie wiem.
Ile czasu zajęło gromadzenie materiałów?
Książka
"Porady na zdrady. Podstawy detektywistyki dla żon i narzeczonych"
stanowi pokłosie 15 lat mojej pracy zawodowej w zawodzie detektywa oraz
(w sumie) dziesiątki lat obserwacji życia w otoczeniu: obserwacji moich
oraz współautorki Iwony L. Koniecznej, pisarki, scenarzystki i
reporterki, która zna problem z innych punktów widzenia.
Czy trudno wykryć zdradę?
To
bardzo złożony, wieloaspektowy problem… Zdrada zdradzie nierówna: co
innego jednorazowy skok pana Kowalskiego w bok z koleżanką na delegacji,
a co innego romanse Tigera Woodsa z setkami prostytutek, przez całe
lata. Ale prywatnie nie uważam za trudnej do wykrycia żadnej zdrady:
przeciętna żona, jeżeli opanuje emocje i dostanie sensowne instrukcje,
daje sobie z tym radę bez specjalnych kłopotów. Problemem jest natomiast
z udowodnieniem zdrady, z jej udokumentowaniem.
Czy "Porady na zdrady" mogą zmienić nastawienie
kobiet do poruszanego problemu?
Chcemy
w to wierzyć. Po to powstały. Ale bądźmy realistami. Biblia została
wydrukowana w miliardach egzemplarzy. I od dwóch tysiącleci namawia: nie
zdradzaj, bądź wierny! Nie cudzołóż! Dlatego też nasza książka,
niestety nie przebuduje stanowiska wszystkich kobiet, które chowają
głowę w piasek. Nie uratuje wszystkich zagrożonych małżeństw, którym
radykalna kuracja metodami detektywistycznymi dopomogłaby uniknąć
rozwodu.
Dlaczego "Kłamcy zdradzają a zdradzani kłamią"?
Kłamstwo
to sprawne narzędzie do osiągania pokątnych celów oraz unikania
niepożądanych konsekwencji własnych zachowań: ukrywania sekretów,
manipulacji otoczeniem. Udane kłamstwo wbija w przeświadczenie, że każdy
nieuczciwy czyn pozostanie bezkarny. Stąd tylko krok do zdrady - która
kusi nieustannie - do której są setki okazji. Dlatego kłamcy zdradzają, a
zdrajcy kłamią. A propos - zdradzani też kłamią. Wszyscy przecież
kłamią: winni czy niewinni, co najmniej dwa razy dziennie.
Po lekturze książki można odnieść wrażenie, że
każdy mężczyzna prędzej czy później zdradzi. Czy to nie zbyt mocne
uogólnienie?
Nie
odpowiadam za wrażenia, które ktoś odnosi, to zbyt wielka
odpowiedzialność (śmiech) Mogę odpowiadać jedynie za nasze słowa. W
książce napisaliśmy zaś, że każdy mężczyzna prędzej czy później może
zdradzić: może mieć chęć, możliwości oraz okazję. Na pewno nie jest to
uogólnienie. Czysta prawda: zdrada to jeden z głównych motorów
ewolucji... Dlatego czujność kobiety jest więcej niż wskazana, jeżeli
chce dożyć diamentowego wesela z tym samym mężczyzną.
Mężczyźni nie czują się z tego powodu
zaszczuci?
Nie
wiem, z jakiego powodu mężczyźni mieliby się czuć zaszczuci. Wszyscy na
pewno - nie. Dla przykładu: ja nie czuję się zaszczuty, bo nie mam
powodów (śmiech). A teraz, serio. Nie tylko mężczyźni zdradzają, to raz.
Jestem za czystymi regułami gry. Za wiernością, za stabilnością, za
współpracą mężczyzny i kobiety w trudnym dziele budowy udanego związku!
Nie martwi mnie samopoczucie mężczyzn, którzy zdradzają. Niech
przestaną, a ich życie się uspokoi i uładzi.
Czy mężczyzna
nadmiernie kontrolowany przez przesadnie podejrzliwą żonę nie odczuje
zbyt dolegliwie ukazania się książki "Porady na zdrady"?Problemem
takiego męża także nie jest nasza publikacja, ale nadmiernie podejrzliwa
żona. W związku z tym, pani pozwoli, że zapytam: jakie przykre
doświadczenia sprawiły, że ta żona go kontroluje?! Ach, to jej wina, bo
ma klimakterium i się nie leczy? No cóż, gdy żona takiego
nieszczęśliwego pana przeczyta nasza książkę - to przecież jemu ulży!
Wyraźnie ostrzegliśmy, że nadmierna podejrzliwość prowokuje zdradę - bo
nikt nie chce być podejrzewany za niewinność - już woli mieć konkretne
powody. Napisaliśmy też wyraźnie, że zaniedbywanie leczenia pokwitania
prowokuje najróżniejsze problemy dla kobiety, na czele ze wzrostem
ryzyka zdradą - w związku z tym w ramach profilaktyki należy udać się do
dobrego ginekologa. Z trzeciej strony: ja wierzę w kobiecy instynkt.
Mimo swojego zawodu, rzadko miałem do czynienia z patologiczną - a do
tego nieuzasadnioną - nieufnością kobiet. Kobiety zazwyczaj mają
rację... No a mężowie z kolei często starają się wmówić chorobę
psychiczną żonie, która wpadła na dobry trop. Ostatnia sprawa, każdemu
wiernemu mężowi ulży, gdy jego żona przeczyta tę właśnie książkę:
ponieważ fachowy instruktaż sprawi, że kontroli w swoim związku będzie
dokonywała umiejętnie i dyskretnie. A przecież - co z oczu, to i z
duszy, nieprawdaż?