Wojciech Orliński
'Porady na zdrady' czyta się jednym tchem, choć po lekturze można
zwątpić w człowieka. Nie w mężczyzn, nie w kobiety - w Ludzkość Jako
Taką. W idealnym świecie taka książka nie mogłaby powstać, ale żyjemy,
gdzie żyjemy, więc dziw, że powstała dopiero teraz.
Dziennikarka o feministycznym zacięciu (Iwona Konieczna)
skłoniła prywatnego detektywa (Marcin Popowski) do podzielenia się z
czytelnikami bogactwem zawodowego doświadczenia w kwestii zdrady
małżeńskiej. Detektyw dzieli się ochoczo, no i mamy serię lekcji z
'podstaw detektywistyki dla żon i narzeczonych' przeplatanych
konkretnymi historiami z życia wziętymi. Te historie są naprawdę ponure -
kobiety są w nich nie tylko wodzone za nos. Lądują na bruku, bo nie
zauważyły, że mąż od kilku miesięcy cichaczem przepisywał majątek na
siebie. Zdrada męża sprawiła, że rozwód orzeczono z ICH winy, bo zła
reakcja na zdradę została uznana za rozbijanie związku.
Książka jest świetnie napisana, ale smutek tych
historii sprawia, że to lektura lekka, łatwa i nieprzyjemna. Jest tu
wyraźna asymetria genderowa - książka traktuje wyłącznie o kobietach
krzywdzonych przez mężczyzn. W pierwszym odruchu chciałem od autorów
zażądać parytetu. W drugim pomyślałem jednak, że ta struktura
odzwierciedla całe zło tkwiące w chorym schemacie rodziny patriarchalnej
- z niepracującą kurą domową i mężczyzną oznajmiającym wieczorem:
'Kochanie, wróciłem!'.
W takim schemacie mężczyźnie zdradę ukryć jest aż nieprzyzwoicie
łatwo ('zebranie się przeciągnęło'). A kobiecie po rozwodzie pozbierać
się jest nieprzyzwoicie trudno. Dlatego wiele kobiet 'godzi się' na
niewierność męża. Co niekoniecznie oznacza, że są tak bardzo
hop-do-przodu seksualnie wyzwolone, tylko po prostu, że gdy mąż
zainwestował 20 lat w swój rozwój zawodowy, one wszystko ulokowały w
rozwoju tego związku - rozwód oznaczać więc będzie dla nich, mówiąc
metaforycznie, bankructwo spółki, w którą włożyły wszystkie
oszczędności. W takiej sytuacji człowiek po prostu ukrywa swoje
cierpienie pod wymuszonym uśmiechem i udaje, że niczego nie dostrzega.
Zdradzę więc od razu, że najważniejszą poradą detektywa dla czytelniczek
jest: zastanów się, czy w ogóle chcesz wchodzić na tę drogę.
Zabrzmi to potwornie cynicznie - daję teraz próbkę cynizmu,
który bucha z tej książki - ale wielu kobietom poznanie prawdy się po
prostu nie opłaca. To nie jest oczywiście odkrywcza myśl - już 'Dzika
kaczka' Ibsena opowiada nam przecież o tym, co się dzieje, gdy ktoś
beztrosko ujawnia rodzinne sekrety, ale teraz opowiada nam to zawodowy
tropiciel szkieletów w szafach.
Marcin Popowski twierdzi więc - i mam nadzieję, że to prawda! -
że swoje potencjalne klientki stara się na początku skłonić do
refleksji: po co ci ta wiedza? Co z nią zamierzasz zrobić? Czy jesteś
gotowa na najgorsze - a jeśli jesteś, to jak wygląda twój plan
działania?
Czuję, że jako recenzent powinienem podobnie ostrzec czytelników
i czytelniczki: czy chcesz poznać tę książkę? Zapewniam, że po jej
przeczytaniu nawet najszczęśliwszy małżonek inaczej spojrzy na sytuacje,
w których np. ukochana osoba wyjdzie z pokoju, by odebrać telefon. Nie
chce mi przeszkadzać czy to ja mu/jej przeszkadzam?
Jest więc tylko jedna grupa czytelników, którym tę książkę
zarekomenduję w ciemno. To narzeczone/ narzeczeni, dopiero
zastanawiający się nad założeniem trwałej rodziny. Przemyślenie
niektórych porad z tej książki może niejedną kobietę (ale i niejednego
mężczyznę) ostrzec przed zamienieniem sobie życia w piekło na najbliższe
parę lat.
Detektyw proponuje kobiecie zastanowić się na przykład nad
takimi pytaniami: 'Jakie jest wykształcenie twojego męża? Skąd o tym
wiesz? Gdzie pracuje twój mąż? Czym się zajmuje ta firma?'. Gdy to
przeczytałem, roześmiałem się na myśl o tym, że są żony, które tego nie
wiedzą. Ale potem zrobiłem w myślach przegląd znajomych małżeństw i
uświadomiłem sobie, że kobiety, których wiedza ogranicza się do
mgławicowego 'a nie wiem, czymś tam handluje', są w moim bezpośrednim
otoczeniu.
Z doświadczenia detektywa wynika, że są kobiety, które
ignorowały wyraźne sygnały, przyjmując bzdurne wykręty męża za dobrą
monetę: pisma od komornika, 'idioci, którzy go ścigają za jakieś
pieniądze', 'dziwni kolesie, którzy go najwyraźniej znają, choć ci o
nich nie wspominał', 'zapadnięcie się pod ziemię na tydzień przed
ślubem'...
Można odnieść wrażenie, że takie kobiety aż się proszą o
kłopoty. I w pewnym sensie tak jest. Statystyki są nieubłagane, sugeruje
detektyw. Czasem pytanie: 'Czy jestem zdradzana?', można rozstrzygnąć,
spoglądając w lustro. Są pewne grupy szczególnego ryzyka. 'Szczególnie
powinnaś uważać na siebie - radzi detektyw - jeżeli: jesteś życiowo
niedoświadczona, nie masz ambicji i niczego nie osiągnęłaś, wywodzisz
się z patologicznej rodziny' (albo, z drugiej strony, 'jesteś zamożna').
Mamy też inną listę, zatytułowaną 'lista podpadalców'. To z
kolei lista cech u mężczyzny, które sygnalizują ponadprzeciętną
podatność na pokusę skoku w bok. Na pierwszym miejscu: 'nałogowcy'
(niezależnie od nałogu skłonność do uzależnień sama w sobie jest
sygnałem alarmowym), poza tym... 'chorobliwi zazdrośnicy'.
Załóżmy więc, że czytelniczka tej książki postanowi jednak
poznać prawdę o swoim mężu i jego podejrzanie częstych zebraniach. Nim
ją pozna, czeka ją dobre kilka miesięcy wyrzeczeń. Detektyw radzi, by
bardzo uważała na to, co mówi i o co pyta. Do swoich podejrzeń nie może
się przyznać znajomym, bo nie ma gwarancji, że plotka kołem nie dotrze
do małżonka. Nie może też pić alkoholu ani w inny sposób osłabiać
ciągłej inwigilacyjnej czujności. Detektyw radzi, jak inwigilować
profesjonalnie. Należy prowadzić zeszyt obserwacji (godziny przyjścia,
godziny wyjścia). Dyskretnie sprawdzić komputer i komórkę, czytając
e-maile i SMS-y. Przejrzeć kieszenie. Wszystko notować, bo ważne mogą
być zmiany pozornie drobnych szczegółów, np. przesiadka na elegantsze
skarpetki albo niespodziewane zamiłowanie do słodyczy (seks pożera
kalorie). Sprawdzać wyciągi z kart bankowych ('tankował w Puławach?'),
dyskretnie obwąchiwać.
Kapitalnie czyta się porady o tym, jak zadawać podchwytliwe
pytania, w których rozmówca nieświadomie i niczego nie podejrzewając,
ujawnia swoją lokalizację. Doskonale nadaje się do tego np. rozmowa o
wczorajszej burzy, jeśli z góry wiadomo, że w jednej dzielnicy miasta
padał deszcz, a w drugiej tylko grzmiało.
Można też prosić męża o załatwienie różnych rzeczy po drodze i
słuchać wymówek. Podobno osoba, która czuje się winna, broni się inaczej
niż skrzywdzona niewinność - detektyw powołuje się m.in. na
psychologiczne analizy, z których wynika, że kłamca stara się usunąć
siebie z narracji (powie więc raczej 'telefon nie miał zasięgu' niż 'nie
mogłem się dodzwonić').
Jak widać, kobietę, która decyduje się na poznanie prawdy, czeka
nie tylko piekło rozwodu, ale i sama inwigilacja, która będzie czymś
nużącym, nieprzyjemnym, narażającym na nieprzespane noce i rezygnację z
drobnych życiowych przyjemności. Ta książka więc wcale do tego nie
namawia.
Mnie najbardziej zachwyciła porada testowania męża przez
sprawdzanie jego reakcji na przyjemną zmianę w codziennej rutynie.
Rutyna to podstawa zdrady, sugerują autorzy, bo tylko przewidywalny
rozkład zajęć pozwala np. na regularną randkę z kochanką od siedemnastej
do osiemnastej trzydzieści. Skoro znasz jego marzenia, sugerują autorzy
(a od siebie dodam: jak nie znasz, to co z ciebie za żona!), to
przetestuj reakcję męża na niespodziewaną szansę na ich spełnienie
kosztem rozbicia tej rutyny. Jeśli reakcją na propozycję: 'Kochanie,
zwolnij się dziś wcześniej z pracy, zrobiłam sushi', będzie oburzone:
'Czy ty nie rozumiesz, jaki to trudny moment dla całej firmy!', to
znaczy, że nie chodzi mu o firmę. Świat będzie lepszym miejscem, jeśli
więcej żon będzie testować wierność męża metodą 'nierutynowej
niespodzianki'...
Źródło: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,7677462,Porady_na_zdrady.html