Jeśli zaliczasz na boku... Obserwuj swoją kobietę!

Recenzja zamieszczona w portalu  http://www.my21.pl/

Wniosek dla kobiet może być tylko jeden: jeśli nie byłaś lub jesteś zdradzana, to z pewnością będziesz. A skoro jesteś, to my pomożemy ci gościa usidlić, złapać i podpowiemy ci, co zrobić, żeby za to beknął.
Jeden z podrozdziałów „Podstaw detektywistyki dla żon i narzeczonych” autorzy zatytułowali: „Dlaczego niektórzy faceci nie zdradzają żon?”. „Niektórzy”. Już samo to sugeruje, że właściwie tych, którzy są wierni, jest zdecydowana mniejszość. Nie wiem, nie znam tematu, żony jeszcze nie mam, choć kandydatka już jest. Związek nie na tyle luźny, żeby móc o niej powiedzieć „jedna z wielu”. Bo gdyby tak było, to pewnie nie zastanawiałbym się nad zagadnieniem zdrady. A wiadomo, że na młodego, prawie „ciacha”, pokus czyha wiele. No dobra, jestem wierny. Czy długo wytrwam? Nie wiem – uczciwie.
„Porady na zdrady. Kłamcy zdradzają a zdrajcy kłamią” dostałem od naczelnego; pewnie w księgarni bym po nie nawet nie sięgnął, gdyż z założenia, nie jest to pozycja dla mnie. Z założenia. I wielkie dzięki naczelnemu, że to mnie przypadło w udziale zmierzenie się z tą publikacją.

Myślałem, że będzie do śmiechu. Oj, nie było. I nie mogło być skoro kobieta (według autorów) powinna w swoim życiu z partnerem kierować się jedną podstawową zasadą: Ufać…, ale kontrolować autorstwa co prawda naszego rodaka, ale z tych, co z pomników się zrzuca (Feliks Edmuntowicz Dzierżyński). A szczegółowy opis technik oraz sposobów inwigilacji i chwytów utwierdzających w przekonaniu, że kobita nie jest już tą jedyną, faktycznie przypomina podstępną walkę z najbardziej niebezpiecznym wrogiem. Chociażby opis zachowań, które powinna stosować zdradzana (lub podejrzewająca, że takową jest) w przypadku proponowanych przez partnera eksperymentów seksualnych; od odmowy z nagrywaniem na dyktafon ulokowany przy łóżku do spisywania… oświadczenia stron, z datą, czytelnym podpisem i deklaracją prawdziwości.
Poradnik jest dla kobiet zdradzanych. Autorzy starają się udowodnić ( posługują się w tym celu statystyką), że to właśnie my faceci, mamy ku temu o wiele większe skłonności niż kobiety. Można odnieść niemal wrażenie, to nasze drugie życie. Kobieta, jeśli nie była lub jest zdradzana, to z pewnością będzie. A skoro będzie to powinna za wszelką cenę dowiedzieć się prawdy. Prawda natomiast jest też taka (ta druga), że bez względu na płeć, niewielu ludzi chce wiedzieć, że w ogóle ich partner jest niewierny. Bardzo często, nawet jeśli mają takie podejrzenia, wolą nie dociekać, nie sprawdzać, nie szukać, podsłuchiwać, kontrolować. Tak dla świętego spokoju. Próbują ratować, co się da i to często za wszelką cenę. Nawet za cenę psychicznego poniżenia. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Opis technik detektywistycznych proponowanych przez autorów chyba jednak trochę wykracza poza zwykłe życie rodzinne. Bo czyż nauka od podstaw włamywania się do komputera niewiernego, nie może posłużyć również innym celom? Ten fragment ubawił mnie szczególnie. Kształcenie domorosłych hackerów zaprezentowano na zupełnie niezłym poziomie. To samo z metodami podsłuchu, np. telefonicznego.
Jest jednak jeszcze druga strona tych wszystkich sposobów inwigilacji. Jeśli faktycznie facet już zdecydował się na „skok w bok”, to po zachowaniu niby stałej w tym momencie partnerki, od razu zorientuje się: ona się domyśla. Akcja wywoła kontrakcję. Zabawa dla obydwojga wejdzie na wyższy poziom. I pewnie autorzy i na to znajdą receptę.
Poradnik powstał na bazie 15-letniech doświadczeń detektywa, który w tym czasie miał kilkaset klientów (mężczyzn też!) tzw. ofiar małżeńskiej zdrady. Z pewnością (sądząc po szczegółowym prowadzeniu za rączkę potencjalnych zdradzanych czytelniczek) miał w swej pracy wiele sukcesów; czytaj: zdobył wiele dowodów zdrady, które pewnie potem stały się twardymi dowodami sądowymi. Na każdym przecież kroku przypomina o tym, aby je dokładnie zbierać i systematyzować. Kiedy uświadomimy sobie, jaką w tym czasie musi wykonać pracę ta podejrzewająca, to praktycznie nie będzie miała czasu na nic innego. Na zajmowanie się domem, rodziną i w końcu tym niewiernym.
Skupienie się na materialnych dowodach zdrady odsuwa gdzieś na bok szukanie przyczyn tego faktu (skoro już zaistnieje). I w sobie samej i u niewiernego partnera. Choć z tym drugim może być mniej problemów; wystarczy przecież zrobić dokładny wywiad (jeśli nie zrobiło się go np. przed ślubem) dotyczący chorób, nałogów, preferencji, upodobań, w który zaangażujemy znajomych, kolegów, rodzinę itd.
Jednego poradnikowi zarzucić nie można. Nie jest nudny. Niemal z wypiekami na twarzy odkrywałem kolejne etapy śledzenia, szpiegowania, inwigilowania, zastanawiając się, czy pomysłowość detektywa nie bije na głowę tej u zdradzanych. Bo żeby coś takiego wymyślić, trzeba naprawdę mieć w sobie coś z kobiety.

I jeszcze jedna nauczka. Kiedy tylko zauważę, że moja partnerka będzie wykazywała choć odrobinę inicjatywy sugerowanej przez autorów czytelniczkom, zacznę się poważnie zastanawiać, co robię nie tak, skoro w głowie mojej ukochanej zakiełkował pomysł, że mogę ją zdradzać.

Darek Sobieraj

Wróć