Detektyw na zdrady

Wywiad dla portalu onet.pl

Z detektywem Marcinem Popowskim spotykam się w kawiarni na warszawskiej Sadybie. Jego pogodne usposobienie w ogóle nie wskazuje na to, że zawodowo zajmuje się wykrywaniem najbardziej mrocznych ludzkich tajemnic, a w wewnętrznej kieszeni kurtki tkwi gotowy do użycia pistolet. Patrząc na jego roześmianą twarz trudno uwierzyć, że w wyniku niesprawiedliwych posądzeń spędził w areszcie 9 miesięcy. Istnieje jednak proste wyjaśnienie tej dziwnej rozbieżności pomiędzy wyglądem człowieka, a naturą jego pracy: – Moja praca polega na tym, aby pozostać niezauważonym – mówi.

Wśród najważniejszych w swoim fachu cech Marcin Popowski wymienia „intuicję, cierpliwość, umiejętność logicznego myślenia, analizę danych”, a także, a może przede wszystkim „upierdliwość”, czyli zadawanie innym ludziom pytań, aż do znudzenia. Jednak tym razem to ja zarzuciłem mojego rozmówcę gradem pytań. Przy okazji wydania jego książki „Porady na zdrady” postanowiłem porozmawiać z nim o niewierności...

Marcin Wyrwał: Czego dotyczą zlecenia w sprawach osobistych, które pan otrzymuje?

Detektyw Marcin Popowski: Większość z nich to klasyczne „rozwodówki”, czyli mąż, żona i ten trzeci. Albo ta trzecia.

Więcej zleceń dostaje pan od kobiet czy mężczyzn?

Zdecydowanie od kobiet.

Z czego to wynika?

Być może szybciej niż mężczyźni dostrzegają niepokojące symptomy w swoich związkach, ale i ja znacznie częściej przyjmuję zlecenia od kobiet.

Dlaczego?

Ponieważ znacznie lepiej mi się z nimi współpracuje. 90% tych kobiet chce rozwiązać sprawę i poddaje się mojemu doświadczeniu i działaniom.

A mężczyźni nie chcą rozwiązać swoich spraw?

Chcą, ale po pierwsze, brak im cierpliwości, która charakteryzuje kobiety. A po drugie w sprawach dotyczących zdrady małżeńskiej trudniej mi nawiązać dobry kontakt z mężczyzną. Tu wchodzi w grę ambicja. Takiemu mężczyźnie nie jest łatwo słuchać, jak drugi mężczyzna opowiada mu o niewierności jego żony.

A jak zachowują się w takich przypadkach kobiety?

W odróżnieniu od mężczyzny, kobieta traktuje detektywa jak sprzymierzeńca, a nie konkurenta. Chociaż moja koleżanka, która także jest detektywem, twierdzi, że lepiej współpracuje jej się z mężczyznami. Więc może w tego rodzaju sprawach warto zwracać się do detektywa przeciwnej płci.

Z kim głównie zdradzają mężczyźni? Z atrakcyjnymi, młodszymi od siebie kobietami?

Absolutnie nie! Stereotyp mężczyzny, który porzuca 50-letnią żonę dla 19-letniej kochanki, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Zwykle mężczyzna pozostaje w związku, romansując na boku z sekretarką, podwładną, współpracowniczką, znajomą, która zazwyczaj także ma własną rodzinę.

Czyli kochanków znajdujemy w naszym bezpośrednim otoczeniu?

Zwykle tak, ale nie mniej istotne jest to, że te kochanki są już w stałych związkach. Ja na zlecenie mojej klientki demaskuję tylko romans jej męża, natomiast nikt nie powiadamia o tym męża kochanki. Z tego wynika, że wiele kobiet odkrywa prawdę o wyskoku swojego partnera z innymi kobietami, podczas gdy partnerzy tamtych kobiet pozostają w nieświadomości.

Wynika z tego, że kobietom łatwiej ukryć swój romans. Dlaczego tak się dzieje?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Być może zachowują większą ostrożność, są bardziej inteligentne w swoich działaniach, podczas gdy zdradzający mężczyźni pod wpływem uczucia głupieją i tracą instynkt samozachowawczy. A może, patrząc na to od drugiej strony, partnerki zdradzających mężczyzn są bardziej czułe na pewne niuanse świadczące o zdradzie, podczas gdy partnerzy zdradzających kobiet w ogóle ich nie dostrzegają.

Nawet jeśli kobieta wyczuwa, że coś jest nie tak, to musi jeszcze mieć środki na wynajęcie detektywa. A z tymi może być problem, bo godzina pracy detektywa kosztuje na rynku 100-200 zł, a dzień pracy 1000-1500 zł.

Faktycznie, nasze usługi nie należą do tanich. Nawet biorąc pod uwagę upusty, trzeba się liczyć z wydatkiem rzędu co najmniej 5000 zł na zlecenie. Niektórzy są w stanie zapłacić takie pieniądze, ponieważ w przypadku stwierdzenia przez sąd winy partnera, mogą otrzymać znacznie korzystniejszy dla siebie wyrok. Ale wielu osób po prostu nie stać na detektywa, stąd moja książka, w której daję czytelniczkom do ręki wiele użytecznych narzędzi.

Czytelniczkom? A co z czytelnikami?

Napisałem tę książkę przede wszystkim dla kobiet, ponieważ z mojego doświadczenia wynika, że zwykle to one są ofiarami i to nie tylko zdrady, ale i upodlającego je później zachowania partnera.

Nie lubi pan zdradzających mężczyzn?

Nigdy nie osądzam ludzi, którzy dopuszczają się zdrady. Wiem, że w życiu bywa różnie. Ale jeżeli z jakichś powodów mężczyzna zdradzi, to powinien przynajmniej zachować klasę, a nie zawsze się tak zdarza. Taki mężczyzna często zapomina, że kobieta, którą zdradził, poświęciła mu wiele lat swojego życia, niejednokrotnie rezygnując z własnych ambicji na rzecz pracy w domu i wychowania ich dzieci. Jeżeli mężczyzna w takim momencie próbuje odebrać jej środki do życia, przekonuje wszystkich dokoła, że wina leży po jej stronie i w jakikolwiek sposób próbuje ją skrzywdzić, to jest mi trudno to wszystko zaakceptować.

Widzę, że solidaryzuje się pan z kobietami.

W równym stopniu solidaryzuję się z mężczyznami, którym inni mężczyźni próbują zniszczyć dom i rodzinę.

Ale przecież kobiety nie zawsze bywają ofiarami.

Oczywiście, że nie. Ich inteligencja, o której już mówiliśmy, objawia się również na inne, często bardzo zaskakujące sposoby. Jakiś czas temu pewna pani zleciła mi śledzenie swojego partnera, którego podejrzewała o zdradę. Była to bizneswoman, 6-7 lat starsza od swojego partnera. Zlecenie trwało ponad dwa lata i polegało na tym, że od czasu do czasu prosiła mnie o śledzenie partnera, kiedy ten wyjeżdżał. Raz były to trzy godziny, innym razem cały weekend. Ta pani zawsze chciała być informowana o wszelkich ruchach swojego partnera. Problem polegał na tym, że nie mogłem niczego mu udowodnić. W pewnym momencie, przy okazji zupełnie innych działań moich ludzi, okazało się, że to ona miała kochanka, a mnie wynajmowała jedynie po to, żebym informował ją, czy jej partner przypadkiem nie wraca do domu.

Co wtedy robi detektyw?

Pod tym względem sytuacja jest jasna – zawsze pracuje się dla zleceniodawcy, niezależnie od tego, jaki obrót przybiorą sprawy.

A często przybierają obrót niespodziewany?

Zdarza się. Na przykład pewna moja klientka rozbiła samochód swojego męża. Kiedy wyjeżdżała naprawionym autem z serwisu, wybiegł za nią pracownik, krzycząc, że czegoś zapomniała. Okazało się, że pod tapicerką w bagażniku ukryta była torba z listami. Były to listy miłosne jej męża do kochanki. To były lata 90., kiedy ludzie wciąż pisali do siebie na papierze. Z tych listów dowiedziała się, że jej mąż zdradza ją z żoną ich przyjaciela. To były dwa zaprzyjaźnione z sobą małżeństwa. Zrobiła mu wielką awanturę i oczywiście założyła sprawę rozwodową. Jednak gdy spotkaliśmy się przypadkowo po roku od tamtych wydarzeń, przyznała mi się, że nie była w tej sprawie zupełnie czysta, bo pół roku wcześniej ona sama miała romans z mężem tamtej kobiety. Finał tej sprawy był taki, że pary wymieniły się partnerami.

Faktycznie, zaskakujące. Ale czy pana jeszcze cokolwiek zaskakuje w tej pracy?

Często dziwię się, kiedy zgłaszają się do mnie atrakcyjne, inteligentne, kulturalne kobiety, których partnerzy spotykają się z kobietami niedorastającymi im do pięt. Wiem, co mówię, ponieważ podczas realizacji zleceń dobrze poznaję te kobiety. Często pełnię wtedy rolę osoby, która daje im wsparcie w trudnych dla nich chwilach. Spotykamy się, rozmawiamy...

W takich chwilach chyba łatwo o przekroczenie cienkiej linii pomiędzy relacjami zawodowymi i osobistymi?

Odpowiem na to pytanie historią, którą opowiedział mi kolega organizujący wyjazdy dla młodzieży. Zapytałem go, jak zachowują się opiekunowie, w których podkochują się 16- czy 17-letnie dziewczyny podczas obozów. Odpowiedział mi, że istnieją ścisłe reguły. Na przykład, jeśli opiekun chce wieczorem zwrócić uwagę głośno zachowującym się dziewczętom, to nigdy nie przekracza progu ich pokoju, a jeżeli musi wejść, to wchodzi z drugim wychowawcą. Opowiedział mi też o przypadku, kiedy dziewczyna wprost wyznała uczucie jednemu z wychowawców. Wtedy ten mężczyzna powiedział, że chętnie się z nią umówi, tyle że ona najpierw musi dorosnąć i skończyć studia. A więc nawiązując do tej historii, nie umawiamy się z kobietami, jeśli wciąż jesteśmy z nimi na tym samym obozie. Choć możemy to zrobić po jego zakończeniu.

Niektóre agencje detektywistyczne korzystają z tak zwanych testerów małżonków, czyli podstawionych osób, których zadaniem jest wypróbowanie wierności partnera. Pan również stosuje tego rodzaju zabiegi?

W 2003 roku wystąpiłem w inauguracyjnym programie z serii „Interwencja” w Polsacie. Wraz ze mną wystąpiła tam atrakcyjna blondynka, która na życzenie klientek testowała ich partnerów. Okazała się niezwykle skuteczna. Ja jednak jestem zdecydowanym przeciwnikiem tego rodzaju działań, więc nie zgodziłem się na dalszy udział w tym projekcie.

Dlaczego?

Ponieważ wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Często „testowany” mężczyzna nigdy nie posunąłby się do zdrady z własnej inicjatywy. Podsuwając mu pewne możliwości jego partnerka sama się prosi o kłopoty. Testerzy są profesjonalistami, którzy prowokują pewne sytuacje. Dajmy na to, że mężczyzna ma stłuczkę. Wysiada z samochodu kobieta nie w jego typie, z innymi upodobaniami i zainteresowaniami. Podpisują ugodę i się rozjeżdżają. A teraz załóżmy, że żona tego mężczyzny informuje agencję, że jej mąż szaleje za blondynkami o wzroście metr siedemdziesiąt, niebieskich oczach i lubiących psy. Znowu dochodzi do stłuczki, tyle że tym razem z drugiego samochodu wysiada kobieta dokładnie w typie tego mężczyzny, która podczas rozmowy zdradza, że uwielbia psy, a w ogóle to chętnie by się z nim umówiła. Jeżeli dodatkowo ten mężczyzna przechodzi w swoim związku kryzys, czuje się samotny, niedowartościowany, to mamy gotową zdradę.

Czy miał pan w swojej pracy do czynienia ze związkami, które przetrwały mimo zdrady?

Spotkałem związki, które nie tylko przetrwały, ale nierzadko wyszły z tego doświadczenia w lepszej kondycji. Wielokrotnie pracowałem z kobietami, które w wieku 35-40 lat miały w życiu tylko jednego partnera, którym był ich mąż. Straciły z nim dziewictwo i były z nim przez całe życie. I często to samo dotyczyło ich mężów. Te kobiety zwykle nie są ciekawe, jak to jest przespać się z kimś innym, za to mężczyźni – jak najbardziej. Często próbują tego nowego doświadczenia i wracają. Jeżeli taka zdrada wyjdzie na jaw, to z pewnością zasieje w tym związku ziarno niepewności, braku zaufania, ale z drugiej strony partnerzy ustalają między sobą nowe, często lepsze zasady. Więc zdrada nie zawsze burzy. Poza tym miłość ma często szerokie granice.

Korzysta pan z detektywistycznych metod do sprawdzania własnych partnerek?

Nigdy. W sprawach osobistych kieruję się w stu procentach intuicją i dobrą znajomością partnerki.

Nigdy nie odczuwał pan takiej pokusy?

Jasne, że odczuwałem. Człowiek zawsze chce wiedzieć, czy jego partnerka choćby w rozmowie z koleżankami nazywa go kochanym misiem, czy ostatnim dupkiem. Ale uznałem, że jeśli zrobię to choćby raz to nigdy nie uwolnię się z obłędu ciągłego sprawdzania.

A czy nowe technologie, takie jak internet, sprzyjają zdradom?

Zdecydowanie tak. W tej sferze sieć, komórki, maile, SMS-y niesamowicie psują życie. W erze przedinternetowej człowiek zastanowiłby się sto razy, zanim by do kogoś zadzwonił czy pojechał. Łatwość komunikacyjna, którą daje internet, pozbawia nas czasu na zastanowienie. Bywa, że w ramach jakiegoś zlecenia przeczesuję randkowe portale internetowe i zauważam, że stanowią one znakomity grunt dla łowców seksualnych. Kiedyś ludziom trafiały się sporadyczne romanse w pracy lub na wakacjach. Dziś znajdują oni w sieci seksualnych partnerów w ilościach hurtowych. Czytając maile mężczyzn, którzy w swoich zdradach posiłkowali się internetem, zauważyłem, że zwykle nie chodziło o jedną, ale znacznie więcej partnerek.

Czy podczas pańskiej pracy często odkrywa pan, że podejrzewana osoba jest całkowicie niewinna?

Niezbyt często, ale zdarza się. W takich przypadkach mam zwykle do czynienia z osobami przeżywającymi jakiegoś rodzaju kryzys, szukającymi ucieczki od partnera. Istnieje podejrzenie romansu, ponieważ taka osoba zaczyna nagle znikać z domu, a potem okazuje się, że ma w bagażniku rolki, na których jeździ w samotności lub spaceruje, lub też chodzi do muzeum czy do kina. Zleceniodawcami bywają także osoby nieufne, które przychodzą do mnie z gotową teorią i próbują mi udowodnić, że na pewno jest tak, a nie inaczej.

A czy nie boi się pan, że ta książka sprowokuje niektóre kobiety do jeszcze większej nieufności. Na przykład podaje pan 10 zachowań męża, które mogą wzbudzić podejrzliwość żony. Pisze pan: „Jedna odpowiedź „tak” – i powinnaś bardzo dokładnie przyjrzeć się sytuacji”. Przeczytałem ten test i doszedłem do wniosku, że moja żona mogłaby udzielić nie jednej, a trzech twierdzących odpowiedzi. A przecież jej nie zdradzam.

Jest taki ładny cytat z Biblii, który mówi, że miłość jest ciałem dla serca, a zazdrość zgnilizną dla kości. To nie jest książka dla osób z natury zazdrosnych, ale dla tych, które nie są w stanie dotrzeć do detektywa, a chcą uporządkować wiedzę o swoim związku. Pamiętajmy też, że ludzie, którzy przykładowo czytają książki o medycynie, nie powinni łapać się za skalpel i wycinać sobie czyraków. Podobnie jest tutaj, daję moim czytelnikom pewną podstawową wiedzę, ale jedynie profesjonalista jest w stanie podjąć się bardziej skomplikowanych spraw.

Marcin Wyrwał / Onet.pl
Źródło: http://partnerstwo.onet.pl/1603230,4704,3,artykul.html

Wróć