Daleki jestem od ocen moralnych

Wywiad dla portalu http://duzeka.pl/

Marcin Popowski

Na rynku księgarskim pojawiła się nietypowa pozycja - książka duetu pisarskiego: detektywa Marcina Popowskiego i dziennikarki śledczej oraz pisarki, Iwony Koniecznej. Wciskając wydruk próbny tegoż dzieła głęboko pod poduszkę i z dala od drapieżnych oczu żony, pozwoliłem sobie przeprowadzić krótką rozmowę z współautorem "Porad na zdrady. Kłamcy zdradzają, a zdrajcy kłamią, czyli podstawy detektywistyki dla żon i narzeczonych."

Panie Marcinie - za co!? Ja rozumiem emancypację i parytety, ale czemu uzbraja Pan w tak niebezpieczną wiedzę nasze matki, żony i kochanki!? Ja rozumiem, gdyby ta książka wypłynęła spod pióra kobiety, ale mężczyzna?
Właśnie dlatego, że są to nasze matki, żony i kochanki uważam, że powinny mieć taki oręż, by skutecznie bronić domowego ogniska. Ta książka właśnie wypłynęła spod pióra kobiety i mężczyzny. Razem z Iwoną (Iwona L. Konieczna - dziennikarka śledcza i pisarka, współautorka książki - przyp. red.) uzupełnialiśmy się wiedzą, doświadczeniami, mocno walczyliśmy ze sobą w obronie płci, które reprezentujemy. Niewątpliwie podzieliłem się tutaj swoją wiedzą i trikami zawodowymi, historiami z życia rożnych osób, które przewijały się w mojej pracy zawodowej ale i przykrą rzeczywistością polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ta książka to nie atak na mężczyzn tylko na osoby, które się mają za facetów i to do tego z jajami. Najczęściej to już tylko wydmuszki. Ja zdradę rozumiem. Rozumiem też ludzkie słabości. Zdrada jest istotną przeszkodą na drodze większości związków, ale również istotnym motorem ewolucji. Bo w sensie biologicznym człowiek nie został stworzony do monogamii. Dlatego jestem odległy od ocen moralnych. Gardzić mogę ludźmi, którzy nie potrafią zachować się z klasą post factum. Na razie napisałem poradnik byc moze bardziej skierowany do kobiet...

Czy Czuje się Pan zdrajcą swego gatunku, który sprzeniewierzył święte zasady męskiej solidarności?
Jeszcze raz podkreślę - nie wystepuję przeciwko mężczyznom przez duze "M", tym którzy zdradzą i potrafią przyznać się do błędu, szukają pojednania, chcą ratować swój związek, a gdy naprawdę pokochali kogoś innego, to mają szacunek do dotychczasowego partnera i swoich dzieci. Potrafią odejść z klasą. Cały czas solidaryzuję się z mężczyznami i dlatego staję po stronie tych, którzy żyją w niewiedzy co dzieje się w ich życiu, domu, podczas ich nieobecności. Myśli Pan, że te prawdziwe samce zdradzają swoje żony wyłącznie z młodymi, samotnymi dziewczynami? Nie, najczęściej mają romans z zamężnymi kobietami. Dlaczego, więc mam sie solidaryzować z kimś kto przychodzi i niszczy życie innych mężczyzn?? Dlaczego mam patrzeć jak później dzieci dojrzewają bez swojego ojca? Dziś wiele osób uzna, że to nieetyczne, niesolidarne itd., do czasu kiedy nie będą sami mieli takiego problemu, dopóty ich świat nie pęknie jak mydlana bańka. Komornika też się nie lubi.. Do czasu...

A może - wbrew pozorom - kłaniając się nisko słabszej (sic!) płci, przebiegle (żeby nie było krzyku ze strony stada emencypantek) stworzył Pan podręcznik również dla Panów?
Klasycznego podręcznika dla Panów jeszcze nie ma, ale pracuję nad tym. Niemniej ten poradnik może być czytany ze zrozumieniem i przez facetów. Wiele metod może byc wykorzystanych w dwójnasob. Każdy kto ma w sobie coś z analityka przeczyta i wyłapie słabe strony w swoim postępowaniu, uczuli na błędy, zobaczy jak może być kontrolowany. A moźe po lekturze oprzytomnieje! Może się po prostu wystraszy i doceni dotychczasowe spokojne życie.

Czyli nie mamy już wątpliwości do kogo kierowany jest ów poradnik. Zresztą wszelkie wątpliwości rozwiewa je sam tytuł (miałem nadzieję, że autor puścił oko w kierunku brzydszej płci). Czemu jednak postanowił pomóc Pan akurat kobietom? Czy to oznacza, że faceci częściej zdradzają, czy też może paniom trudniej bronić się, diagnozować czy zapobiegać podobnym sytuacjom?
Bo od dziecka uczono mnie, że kobiety to płeć słabsza, której należy się pomoc i szacunek. Nie pomagam wyłącznie kobietom, miałem też wiele spraw, gdzie zleceniodawcami byli mężczyzni. Ta pozycja jest pierwsza na rynku i skierowana do kobiet, ale tak jak już wspominałem powstaje także skierowana do mężczyzn. Biorąc pod uwagę, kto z kim i kogo zdradza, uważam że podział jest prawie równy. Podkreślę jeszcze raz - Panowie nie zdradzają wyłącznie z samotnymi młodymi dziewczynami, a z kolei zdrady i odwiedziny w agencjach są trudne do wyłapania. Kobiety są bardziej dociekliwe, emocjonalne, przestraszone tym co je czeka. Bycie żoną w polskim prawie jest trudne, a bycie osobą w trakcie rozwodu przy pełnej złośliwości ze strony partnera to juz istny horror. Czemu nie ułatwić potrzebujacym przejścia tej drogi?

Pisał Pan, że rozumie zdradę i gardzi ludźmi którzy nie potrafią "po męsku" zachować się po fakcie. Ale czy samo dopuszczenie do niej nie jest zachowaniem godnym pogardy?
Przypomina mi się w tym momencie słynny monolog Michała Miauczyńskiego z filmu „Porno” w reżyserii Marka Koterskiego, który wylicza z kim nie jest zdrada...
Zdrada to temat rzeka. Wielu ludzi dzieli ją na fizyczną i psychiczną. Szukając swojej definicji, rozszerzają granice tego co dopuszczalne. Uważam, że nie można podać jednorakiej definicji zdrady w związku, bo dla każdego może być to zupełnie inne zachowanie, wynikające czy to z wcześniej ustalonych z partnerem zasad czy środowiska, z którego się wywodzimy. Wina leży po stronie tej osoby, która poszła do łóżka z inną osobą. Nie zamyka to jednak sprawy, gdyż małżeństwo (związek) stanowi układ naczyń połączonych. I chociaż raczej nie podpisze się pod tym żaden modny psycholog, to w życiu jeden partner zwykle ponosi współodpowiedzialność za powody romansu swego małżonka.
Zdrada jest dramatem kilkorga osób, nieraz rozpisanym na pokolenia. Zdrada rujnuje świat dzieci, deprawuje cudzołożników, demoralizuje ofiary zdrady. Psuje układy międzyludzkie, odbiera zaufanie do ludzi i wiarę w siebie. Brudzi i plugawi, wpycha w szaleństwo oraz nędzę. Z tego powodu nie chcę oceniać zachowań ludzkich. Nie chcę być w gronie osób, które biorą pierwsze do ręki kamień... Widziałem różne sytuacje, motywacje i zachowania, nie mnie jednak je oceniać.

A czy nie uważa Pan, że tego typu poradniki obecne na rynku mogą niejako sprokurować takie przypadki? Nie boi się Pan, że w przypadku zbyt dużej dosłowności może dojść do nadinterpretacji słów i czynów?
Nie, bo kieruję ją do ludzi inteligentnych i wierzę w to, że znakomita większość ludzi właśnie taka jest. Przecież czytając dostępny na rynku poradnik medyczny nie będę się sam się operować! Do tego typu działań stara się nas popychać wszechobecna reklama, telewizja, rozrywka elektroniczna etc., która chce przekonać nas do kupna coraz to nowszych produktów, a nie naprawiania i dbania o to, co już zdobyliśmy.

Pisze Pan, że sprawy różnią się między sobą, a czy zdarzyło się, że podobne zachowania prowadziły do zupełnie różnych konkluzji? Na przykład zachowanie męża, wzorcowo wpisujące się w definicję zdrady, było mocno zawuolowanym przygotowaniem do romantycznej kolacji z żoną?
Nie spotkałem się z taką sytuacją. Ja nie prowadzę poradni małżeńskiej, włączam się do działań kiedy wymaga tego konkretna sytuacja. W książce daję pewne narzędzia do wychwycenia zachowań, mogących świadczyć o zagrożeniu rozłamu i rozpadu w małżeństwie. Miałem przypadki, że ktoś został niesłusznie osądzony, ale ściemy z tajną kolacją nie zanotowałem.

Jest Pan kawalerem, czyli małżeńskim teoretykiem. Czy nie boi się Pan zarzutu, że doradza w sprawach, o których nie ma zielonego pojęcia?
Jeśli ktoś stawia taki zarzut, to nie rozumie tego, co czyta. To nie jest książka jak żyć w udanym małżenstwie czy też kochać do grobowej deski. To jest książka o poradach na zdrady, sztuczkach detektywistycznych, które można zastosować w różnych relacjach międzyludzkich. Poddtytuł książki to podstawy detektywistyki dla żon i narzeczonych. A do popełnienia tego dzieła mam stosowne przygotowanie - 15 lat pracy w branży, odpowiednie humanistyczne wykształcenie i doświadczenie z kilkuset spraw rozwodowych moich klientów. Ponadto bycie kawalerem to kwestia umowna. Nie miałem żony, co nie znaczy, że nie byłem w związkach.

Czy w obliczu zdrady panie i panowie zachowują się podobnie (chodzi o chematy pewnych zachowań, które charakteryzują postępowanie osób zdradzających)?
Jeśli mówimy o prawdziwym uczuciu to obie płcie mają swoje motylki. Nie baczą na przeszkody, nie widzą po drodze zagrożeń. Refleksja przychodzi po schadzce, kiedy trzeba zdjąć maskę i wrócić do domu - do prawdziwego życia, kłamstw, często mocno przeżywanych wyrzutów sumienia i agresji wobec partnera za swoje zachowanie. Panowie inaczej zachowują się jeśli nie chodzi o romans, inaczej gdy w grę wchodzi tylko przygoda albo odwiedziny w agencji towarzyskiej. Dla wielu jest to tylko forma relaksu. Wchodzą - wychodzą po jednej lub dwóch godzinach, i jakby właśnie zjedli lunch z przyjaciółmi, powracają do starych zajęć.

A kiedy Panie Marcinie zaopatrzy Pan facetów w podobną instrukcję obsługi?
Myślę, że potrzebuję jeszcze chwilki, bo robię pewne badania i uzupełniam statystyki. Myślę jednak, że niektórych panów bardzo zszokuje to, jak perfidne potrafią być ich partnerki i ile rzeczy w swoim związku przegapili...

I na koniec proszę wyjawić jaka była historia powstania tej książki?
W życiu człowieka przychodzą różne momenty. Mówi się, że mężczyzna powinien spłodzić syna, posadzić drzewo i wybudować dom. Ja chciałem przekazać swoją wiedzę innym. Tym którzy często nie mogą dotrzeć do pomocy detektywa, którzy się krępują, nie mają funduszy czy też wsparcia najbliższych. Kilka osób z otoczenia uznało, że jestem facetem z przeszłościa, wystarczyło znaleźć kobietę po przejsciach... no i powstał poradnik. Myślę, że to ważne umieć dzielić się z bliźnimi. Ja podzieliłem się wiedzą.

Dziękuję za rozmowę!

Źródło: http://duzeka.pl/index.php?dzial=ksiazka&id=artykuly&dalej=1&data=1267999590

Wróć