Tragiczna teza prokuratora

Tygodnik "Przekrój"

Krzysztof Olewnik, 25-letni syn biznesmena spod Płocka został uprowadzony ze swojego domu w październiku 2001 roku. Jego ciało odnaleziono dopiero w zeszłym roku, został zamordowany prawdopodobnie w roku 2003.

W tym samym roku w ręce prowadzącego sprawę prokuratora Roberta Skawińskiego trafił K., który przez telefon odtwarzał nagranie głosu porwanego i żądał okupu. Ale został od razu zwolniony.

- Gdyby prokurator go wtedy aresztował, być może Olewnik by żył – mówi jeden z byłych funkcjonariuszy CBŚ. Prokurator Skawiński zwolnił wówczas K., bo główną tezą zakładaną w prowadzonym przez niego śledztwie było…samouprowadzenie.

Aresztowano natomiast później prywatnego detektywa Marcina P., gdyż zdaniem policji i prokuratury warszawskiej (wtedy już Skawiński nie prowadził sprawy) miał on mieć związek z samoporwaniem się Olewnika. Zarzucono mu kupowanie informacji od prowadzących sprawę, posiadanie narkotyków oraz dwóch granatów (choć w rzeczywistości były to atrapy). Na początku stycznia tego roku, po dziewięciu miesiącach aresztu, Marcin P. został uwolniony.

Sprawa śmierci Krzysztofa Olewnika wyjaśniła się dopiero po przekazaniu jej do prokuratury w Olsztynie. Korzystając z tych samych dokumentów, jakimi dysponował prokurator Skawiński, ujęto sprawców. K. okazał się jednym z głównych podejrzanych o jego porwanie i zamordowanie. Dzięki jego zeznaniom udało się odnaleźć ciało Olewnika i pozostałe osoby zamieszane w morderstwo.

 

Artykuł dzięki uprzejmości tygodnika "Przekrój"

Wróć