Otworzyłem puszkę Pandory

Tygodnik "Pasmo"

Rozmowa z Marcinem Popowskim - prywatnym detektywem
Pasmo: W marcu 2006 roku zostałeś zatrzymany i przesiedziałeś w areszcie 9 miesięcy. Forsowano wtedy teorię że Twoje zatrzymanie miało związek z porwaniem Krzysztofa Olewnika. Czy czujesz się ofiarą niekompetencji policji?

Marcin Popowski: Czuję się ofiarą zastosowania wobec mnie metod niezgodnych z prawem. Wiadomo, że detektyw prywatny ściśle współpracuje w niektórych sprawach z policją, również zdobywając informacje. Mnie chciano postawiono m.in. zarzut "kupowania" tajnych informacji od policjanta. Teraz mogę dopiero o tym mówić, że to nie ja "kupiłem" informacje, a przekazałem je Mirosławowi G., który wówczas pracował w specgrupie Centralnego Biura Śledczego, o czym nie wiedziałem.

P: Co to były za informacje?

M.P.: To były moje analizy po spotkaniach z Włodzimierzem Olewnikiem, który dokonywał wręcz cudów, aby odnaleźć syna. Mirosław G., który chciał, aby inaczej spojrzano na te sprawę, sporządził wówczas z mojej rozmowy notatkę dla zwierzchników, ci zaś polecili ... założyć nam podsłuch. Podsłuch miałem założony 9 miesięcy, gdy zwykle jest to czas 3 lub 6 miesięcy.

P: Po co założono podsłuch?

MP: Ano właśnie. Po co inwigilować środowisko prywatnych detektywów? Sądzę, a wręcz jestem przekonany, że chciano skierować śledztwo w sprawie porwania na zupełnie boczne tory, pokazać współpracę detektywów z przestępcami. A tak naprawdę, założono w ten sposób parasol ochronny nad tą sprawa.

P: I zostałeś zatrzymany...

M.P.: 22.03. 2006 roku moje zatrzymanie zostało sfilmowane, choć prokuratura nie wydała na to pozwolenia i do znudzenia pokazywane głównie w TVN i TVN 24. 12 antyterrostystów zatrzymywało mnie nieuzbrojonego i rzucało o ziemię. Nie wiem, czy to powód do chwały, ale to było pierwsze " filmowe" zatrzymanie, po mnie była Jakubowska w kajdankach, Wąsacz i inne osoby.

P: Przesiedziałeś w areszcie 9 miesięcy. Jaki cel mieli w tym ci, co cię zatrzymali?

M.P: Po pierwsze pokazano mnie jak przestępcę, że miałem w domu granaty, nielegalną broń, marihuanę i powymyślano inne jeszcze głupoty, na czele z tym, że przekazywałem tajne, policyjne informacje mafii. Mam wadę serca, nawet biegły sądowy orzekł, że nie powinienem przesiadywać w areszcie, prokurator nie zwracał na to uwagi. Gdy ja siedziałem, starano się wymusić na panu Olewniku zeznania, że dał mi duże pieniądze za współpracę. Pan Włodzimierz nie uległ i powtarza do dziś, że jedynie stawiał mi kawę. Sam zaś zaczął podejrzewać, że sprawa dziwnie się rozwija.
Myślę, że głównie szło o skierowanie sprawy na ślepe tory, może nie dlatego, że policjanci i prokuratorzy mogli współpracować z porywaczami, ale dlatego, by ukryć swoją indolencję, niekompetencję i głupotę wręcz.
Szlag mnie jasny trafiał, gdy mnie oskarżono o nakłanianie do ujawnienia tajemnicy państwowej, a jak można było usłyszeć w telewizji, Kaczmarek z Kornatowskim i Netzlem wymieniali się danymi z prowadzonych śledztw. Pikanterii dodaje sprawie to, że Kaczmarek i Kornatowski podpisywali wnioski o przedłużenie śledztwa . Takich mieliśmy urzędników.

P: Teraz, gdy sprawa porwania K. Olewnika zatacza coraz szersze kręgi, możesz swobodnie mówić
.
M.P: Wydaje mi się, że otworzyłem puszkę Pandory. Wszędzie, gdzie to będzie możliwe będę ukazywał niekompetencję, która nadal świeci triumfy. Na wysokich stanowiskach w policji są niedorajdy, niewykształceni, niekompetentni, bojący się o swoją przyszłość i blokujący dostęp do stanowisk młodym i zdolnym policjantom, których są naprawdę rzesze. Popieranie kolesiostwa - to jest na porządku dziennym, a efekt tego to właśnie widzimy przy sprawie porwania Krzysztofa Olewnika. Nie zamkną mi ust, ale wiem, że łatwo nie będzie.

P: Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Jacek Krawczyk

Źródło: http://www.pasmo.pl/15/

Wróć