Mogą zaufać policji?

Nasz Dziennik

Ochronę policyjną proponuje rodzinie Olewników komendant główny policji Andrzej Matejuk. To efekt tajemniczego włamania w nocy z czwartku na piątek do płockiego mieszkania Danuty Olewnik, siostry porwanego i w bestialski sposób zamordowanego Krzysztofa. Włamanie, do którego doszło w chwili, gdy mieszkańcy przebywali w domu, ma wszelkie symptomy próby zastraszenia: z pomieszczenia nie zginęło nic wartościowego, powynoszono natomiast - do garażu - dziecięce ubranka. Nie wiadomo jednak, czy rodzina państwa Olewników skorzysta z policyjnej oferty - gdyby nie nieudolność i niewykluczone, że nieprzypadkowe błędy popełnione przez policjantów w 2001 r., Krzysztof Olewnik dziś najprawdopodobniej by żył.

- Z pierwszych ustaleń wynika, że nie zginęło nic wartościowego. To, co się rzuciło w oczy, to właśnie porozrzucane, wyniesione z pomieszczenia dziecięce ubranka. Jakby chciano w ten sposób coś zademonstrować - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" mecenas Ireneusz Wilk, pełnomocnik rodziny Olewników.
Do włamania do domu siostry Krzysztofa Olewnika - Danuty Olewnik-Cieplińskiej - doszło w Płocku w nocy z czwartku na piątek. W tym czasie rodzina Olewników spała w domu, na górnym piętrze. Nieznani sprawcy zdemolowali cały parter, porozrzucali dziecięce ubranka, część z nich wynieśli do garażu. Ale nie ukradli nic wartościowego. Według wstępnych ustaleń policji, włamywacze zabrali z domu pięćset dolarów, paczkę cygar, dwa telefony i butelkę wina. Najprawdopodobniej tylko dla pozorów - zostały bowiem porzucone kilkadziesiąt metrów od domu Olewników. - Nie wierzę, żeby to było przypadkowe - uważa Włodzimierz Olewnik.
- Jesteśmy wstrząśnięci. Traktujemy to jako próbę zastraszenia - dodaje mecenas Ireneusz Wilk.
Komenda Główna Policji już zaoferowała rodzinie Olewników objęcie ich specjalnym programem ochrony.
- Jeżeli rodzina wystąpi z takim wnioskiem do policji, to biorąc pod uwagę całą tę sprawę, zgodnie z zasadami i prawem, taka ochrona zostanie jej udzielona - zapowiedział Andrzej Matejuk, komendant główny policji.
Jednak nie wiadomo jeszcze, czy rodzina państwa Olewników skorzysta z tej oferty ani też jak taka ochrona miałaby wyglądać. Wiele wątpliwości budzić może fakt, że według niektórych doniesień, m.in. Marcina Popowskiego, prywatnego detektywa, w Komendzie Głównej Policji nadal pracują funkcjonariusze odpowiedzialni za błędy w śledztwie dotyczącym porwania i śmierci Krzysztofa Olewnika. Już dziś wiadomo również, że przynajmniej jeden prokurator, który może być odpowiedzialny za uchybienia w tym postępowaniu - Krzysztof Jasiński - pracuje w specjalnej policyjno-prokuratorskiej grupie, która ma owe błędy skontrolować. Specjalne zapytanie w tej sprawie do ministra Grzegorza Schetyny (PO), szefa MSWiA, skierowali posłowie PiS zasiadający w sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. A dziś nie ulega wątpliwości, że gdyby nie - jak podejrzewają państwo Olewnikowie - celowe błędy i zaniedbania w postępowaniu, jakie wszczęto w 2001 r. po porwaniu Krzysztofa Olewnika, błędy popełnione zarówno na poziomie prokuratorskim, jak i policyjnym - ich syn Krzysztof najprawdopodobniej by żył.
Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Jak się okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy został zamordowany - sprawcy udusili ofiarę.

Wojciech Wybranowski
Źródło: http://www.iap.pl/?id=wiadomosci&nrwiad=213958

 

Wróć