Detektyw od sprawy Olewnika: Moje śledztwo uderza w Komendę Główną

TVN24

- Spędziłem 9 miesięcy w areszcie śledczym. To zasługa spec grupy badającej sprawę uprowadzenia Olewnika oraz prokuratury okręgowej. Moje śledztwo uderzało w oficerów z Komendy Głównej Policji, m.in. w ówczesnego szefa CBŚ - powiedział w TVN 24 prywatny detektyw Marcin Popowski, zajmujący się sprawą porwania Krzysztofa Olewnika. - Zostałem opluty, nie czuję się jednak ofiarą spisku, choć do dnia dzisiejszego nikt nie chciał mnie słuchać - dodał.

- W 2004 r. zwrócił się do mnie Jerzy Dziewulski z prośba zapoznania się sprawy Krzysztofa Olewnika. Spotkałem się z Włodzimierzem Olewnikiem, z którym przeanalizowałem dostępne materiały wątki sprawy – dziś okazują się one bardzo trafne. Jak mówi, po zapoznaniu się ze sprawą, przystąpił do zbierania informacji z nią związanych - tłumaczył w TVN 24 Popowski.

- Jako jedyny człowiek nie wziąłem żadnych pieniędzy od Włodzimierza Olewnika. Uważam, że miałem obowiązek zająć się tą sprawą – stwierdził detektyw. Jak podkreślił, nikt w policji nie pracował na jego rzecz, choć dzielił się swoimi spostrzeżeniami z Mirosławem G. – To uczciwy człowiek i dobry policjant, który chciał rozwiązać tą sprawę – podkreślił Popowski.

- Pan Włodzimierz Olewnik miał lasowany mózg przez osoby zajmujące się tą sprawą, które twierdziły na przykład, że jego syn jest przetrzymywany za granicą – powiedział detektyw.

- Różne informacje zostały zatrzymane podczas przeszukania mojego mieszkania przez policję, lecz nikt mnie nie przesłuchał. Wiem, że stosowano przeciwko mnie różne kruczki, na przykład związane z bronią, na która miałem pozwolenie - ocenił Popowski.

- Wiele osób w komendzie Głównej zasiada tam przypadkowo, są tam przydzieleni według dziwnego klucza. - zakończył detektyw.

 

Źródło: http://www.tvn24.pl/-1,1545745.1,wiadomosc.html

Wróć