Pasmo: Kim dziś jesteś Marcinie Popowski?
Marcin
Popowski: Byłem detektywem od 1996 roku, jestem politologiem,
specjalistą od public - relations, jestem na studiach doktoranckich
w Katedrze Kryminalistyki Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego.
Dziś jako ofiara manipulacji polskim systemem wymiaru
sprawiedliwości przez nieuczciwego policjanta, prowadzę walkę o
prawdę i szukam drugiego dna w sprawie.
P: Za chwilę do tego
dojdziemy. Proszę, abyś odpowiedział na pytanie, czy po Twoim
przesłuchaniu przed sejmową Komisją Śledczą ds. porwania i
zamordowania Krzysztofa Olewnika nie wydaję Ci się, że jest to
jedyna komisja, która może coś wyjaśnić?
MP: Nie wiem, czy
Cię zaskoczę, ale wydaje mi się, że ona wcale nie dąży do
wyjaśnienia istoty sprawy…
P: Już mnie zaskoczyłeś. Przecież
jest ona najmniej upolityczniona..
MP: Najmniej, bo każda opcja
polityczna jest jakoś „zamieszana” w tę sprawę. Przecież
rodzina Olewnika pisała chociażby listy z prośbą o pomoc do
obecnego członka Komisji – posła Wassermanna. Ale po zadawanych
mi pytaniach uważam, że mija sedno. Zauważ, że posłów
najbardziej interesowało to, skąd ja miałem informacje, a nie to,
co jest w tych informacjach na temat porwania. Posła Wassermana
interesowało czy należałem do SLD a posła Olszewskiego czy
pracowałem dla służb specjalnych i CBŚ, a co to ma wspólnego ze
sprawą. Jakoś pominięto szczególnie przeze mnie akcentowaną
sprawę. Chodzi o to, że w 2004 roku motywując konieczność
założenia mi podsłuchu, postawiono tezę i podejrzenie, że ja
byłem zamieszany w porwanie Krzysztofa Olewnika, czego skutkiem było
jego zabójstwo a także wielu innych porwań na terenie Mazowsza. To
był 2004 rok, a ciało Krzysztofa znaleziono w 2006 roku. Skąd
policja stawiając ten zarzut wiedziała, że porwany nie żyje.
Dziwne, ale jakoś to Komisji umknęło. Wymagano ode mnie abym
dokładnie pamiętał fakty sprzed 5 lat! Tłumaczyłem, że
zgromadzoną przeze mnie dokumentację w tej sprawie zabrano podczas
przeszukania mojego mieszkania i nie zwrócono. Pytanie o szczegóły
powinno być zadane temu, kto to zrobił i po co. Dziwne, że
większość przesłuchiwanych osób zasłania się niepamięcią, a
tylko ja miałem pamiętać wszystko dokładnie? I najważniejsze, że
nie starano się zrozumieć, że działałem w stanie wyższej
konieczności a jego najwyższym dobrem było ludzkie życie. Dla
mnie to motywacja do pracy na najwyższych obrotach i działań
wszelkimi prawnymi metodami.
P: Czyli nie tak trudno przekonać
sąd do założenia podsłuchów?
MP: Jak widzisz, bardzo łatwo.
Nie dawno była afera, że podsłuchiwano dziennikarzy, też możesz
rozpętać podobną. Miałem na podsłuchu telefon osiem miesięcy, w
tym czasie odbyliśmy we dwóch dziesiątki rozmów, bądź pewien,
byłeś podsłuchiwany.
P: No to ładnie. Od razu czuje się
nobilitowany. Ale powiedz proszę, jak cię „wmontowano” w
sprawę?
MP: Choć najpierw także wydawał mi się możliwy
wariant samo uprowadzenia, potem zorientowałem się, że organa
ścigania, albo nie chcą tego wyjaśnić, albo nie umieją. Punktem
zapalnym stała się moja wiedza, że policja zamiast ścigać
sprawców podejrzewa rodzinę, podsłuchuje ich a kierownik spec
grupy to niekompetentny człowiek. Dziś ma szereg zarzutów za kilku
letnią współpracę z gangiem „Generała”. Za to zapłaciłem
tym, że zostałem aresztowany na dziewięć miesięcy, postawiono mi
szereg idiotycznych zarzutów, łącznie z utrzymywanym podejrzeniem,
że stoję za porwaniem Krzysztofa Olewnika. Okazuje się, jak łatwo
zmanipulować rzeczywistość, aby obronić swoich nieudolnych
kolegów. Widać klasyczny przykład tuszowania sprawy przez BSW KGP.
Zresztą nie wiem, czy sprawa nie ma jeszcze jakiegoś dodatkowego
dna. Nie wiadomo, czy „mózg” porwania i zabójstwa Wojciech
Franiewski nie był współpracownikiem służb, gdyż zaliczył tyle
spektakularnych ucieczek z mocno strzeżonych aresztów, przez okno,
przez płot, że aż wydaje się to bardzo dziwne.
P: Ale mimo
wszystko, czy można mówić o kryzysie państwa, czy też groźnej
sitwie lokalnej?
MP: Jeśli zawodzi Cię wymiar sprawiedliwości,
organa ścigania, to zawodzi Cię państwo i to w najbardziej
newralgicznym swoim punkcie. Obywatel chce u nich znaleźć pomoc, a
nie być przez nich ściganym. Przypadek Olewnika, poza oczywistą
tragedią, pokazuje cały mechanizm spychologii, często spotykany w
tzw. sferze budżetowej. Przecież gdybym ja tak działał w swojej
firmie detektywistycznej, to nie zarobiłbym na chleb. Nie ma
poczucia pełnienia służby publicznej przez funkcjonariuszy
państwowych, a to także oznacza pewien kryzys państwa.
P:
Znalazłeś się na kilka miesięcy za murem. Jak tam jest?
MP:
Byłem w nowym świecie. Gdy jesteś kompletnie niewinny, a
przebywasz choćby 3 doby na tzw. dołku nie umyty w brudnym ubraniu
i bieliźnie, to patrzysz na to jak na jakiś surrealistyczny obraz.
Potem dowiadujesz się jaka jest różnica pomiędzy aresztem
śledczym a więzieniem, co to jest „ wypiska”, jak wymienić
papierosy na świeże prześcieradło, jak od „małolatów”
zdobyć sznurki na suszenie bielizny, jak ugotować kiełbasę przy
pomocy żarówki, ale cały czas jesteś w nowym świecie. Na
„spacerniaku” patrząc na dąb rosnący za murem widzisz jak
zmienia się przyroda, jak dąb traci liście, a potem znów
zielenieje. Wiesz, to jest opowieść na inną rozmowę.
P:
Dziękuję Ci.
Rozmawiał Jacek Krawczyk
Źródło: http://www.e-ursynow.pl/index.php?option=News&task=viewarticle&sid=1352