Prezydenckie wybory

Na kłopoty Popowski

Pierwszych kandydatów na prezydenta miasta stołecznego, poznaliśmy już w czerwcu tego roku. Od tej pory przybywało ich i przybywało. Kampania prezydencka ruszyła z kopyta. Czy i tym razem będą decydować względy sympatii politycznych, prezentacja, kokieteria, elokwencja? Jako obywatel chcący dokonać świadomego wyboru, a nie jak większość ludzi, którzy dokonując skreśleń nie przywiązują wagi do programów kandydatów – postanowiłem się z nimi zaznajomić.

Głównie skupiłem się na kwestiach bezpieczeństwa i korpusu urzędników. I taki oto mam obraz.

Jeden z Panów, najniższy wzrostem ale wcale nie największy duchem - jak nasz ukochany Michał Wołodyjowski - posądzany w swoim dzieciństwie o kradzież księżyca (ten na szczęście do dzisiaj świeci), mówi ciągle coś o wsadzaniu przestępców do „pudła”. Założenie słuszne, tylko czemu mówi to człowiek, który sam kpi z wyroków jakby nie patrzeć, niezawisłego w Polsce wymiaru sprawiedliwości. Nie widać w jego programie kolorów nadziei. Smutna i szara rzeczywistość nas z nim czeka.

Mamy też Panią, która zasłynęła z nie przyjmowania 1 pensa dołączonego do zaproszenia, na otwarcie znanej angielskiej sieci sklepów. Uważała to za akt korupcji. Zapewne nie przeszkadza jej używanie kalendarzy i jednorazowych długopisów z nadrukami różnych firm. Ale mieli wtedy Anglicy super promocję! Ciekawe, czy odrzuciłaby podarowany kalendarz od kominiarzy z doklejonym grosikiem? Skądinąd piękna ta kobieta twierdzi, że lekarstwem na realne poczucie bezpieczeństwa u obywateli jest zamykanie wieczorem parków i oświetlanie miejsc zaciemnionych. Podobno pod latarnią jest najciemniej! Czy już nie stać obywatela na latarkę? Swojego czasu spacerowałem nocą po parkach wielu miast europejskich i co najwyżej byłem legitymowany przez konną policję lub patrol rowerowy. Nikt mi jednak nie bronił chodzić po parku. Jakże miło jest tam siedzieć wiosną i latem o zmierzchu. Już i to chcą nam odebrać – swobodę oddychania i spacerowania?

Najwyższy z kandydatów, może i nawet przystojny, zapewne wykształcony dzięki własnej inteligencji i pomocy służb tajnych PRL, jest tak zapatrzony na Świat Dzikiego Zachodu i westerny, że zapragnęły mu się patrole typu Szeryf - patrol mieszany policji i straży miejskiej. Co w tym dziwnego? Od dawna już takie patrole funkcjonują. Nawet z żandarmerią wojskową a także żółte patrole szkolne. Do tego, ów dżentelmen proponuje szkolenie policji przez BOR i GROM. Przyjdą chłopaki z BOR-u i zobaczą, że tu nie ma dla nich nic do roboty. Oni mają Glocki, środki łączności, BMW, nie liczą się z paliwem, chronią jednego VIP-a. Czego będą uczyć policjantów, jak zatrzymać kieszonkowca? Skąd niby mają to wiedzieć? Żołnierze elitarnej jednostki GROM już zalewają się ze śmiechu. Zostali wyszkoleni do zbrojnej walki na terenie obcych państw. Oni mają odbijać Polaków z rąk terrorystów, ewentualnie kogoś „sprzątnąć” - ale na pewno nie pijaka z ulicy. Tak to jest jak do tworzenia programów wyborczych bierze się ludzi, którzy stopień generalski otrzymują po kilku latach nienagannej służby prezydentowi RP. Żeby Pan Jaruzelski został generałem, to musiał trochę pobiegać po froncie, jeść z menażki, spać w okopach i trochę się spocić. Omawiany już wyżej kandydat na prezydenta, zasiadał już na tylu „stołkach”, był nawet przewodniczącym rady gminy w Wilanowie zeszłej kadencji. Tak ustawiał sobie radę, żeby jak najszybciej skończyć sesję, bo akurat mecz w TV leciał. Za nasze pieniądze zasiadał w tej radzie. W innych, zasiada za pieniądze zachodniego kapitału. Widać lubi różne rady – szczególnie dobrze płatne. Na dniach Święta Wilanowa pojawił się ze swoją świtą. Zbiegło się to z wydaniem i promocją książki pt. „Wilanów – dawny i współczesny” dr Wojciecha Fijałkowskigo i Jacka Krawczyka. Książka bardzo udana o pałacu i jego przedpolach. Wyobraźcie sobie Państwo, że jemu wiedza o Wilanowie nie jest potrzebna a tym bardziej książka. Stwierdził, że i tak mu dadzą i to z autografem. Cóż za ekspert, cóż za takt. W końcu mieszka tam 20 lat, to i wszystko może wie. Ale likwidacja stadionu X - lecia jako bazaru to już jest absurd. Kiedyś, komuś stadion „Skry” też przeszkadzał, do dzisiaj niszczeje i nie jest wykorzystywany. Może by tak zamknąć giełdy samochodowe, komisy, Wolumen, Koło, bazar Różyckiego i na Polnej. To jest metoda walki ze złodziejstwem i paserstwem.

Moim ulubieńcem został jednak człowiek w sam raz. Nie za duży i nie za mały, z ładną bródką i zawsze uśmiechnięty. Program jego jest ciekawy, i co najważniejsze podpisany własnoręcznie. Chce być z niego rozliczony! Obiecuje otwartość i przejrzystość działania, ścisłą współpracę z policją. Sprawdził się już jako manager, dyrektor i senator. W samej Warszawie zebrał ponad 250.000 głosów, a to już coś mówi o zaufaniu społecznym. Buduje realny i merytoryczny program, otacza się fachowcami a nie oszołomami.

Inne postacie tego warszawskiego sparingu nie są aż tak barwne a ich programy dość mdłe. Ciągle coś mówią o parkowaniu w stolicy, zrywaniu umów, większej liczbie boisk, metrze na skalę londyńskiego, obwodnicach, mostach itd.

Niech mi wolno będzie zaproponować przed wyborami samorządowymi, poczytanie programów wyborczych, zapoznanie się z osiągnięciami kandydatów. Postawmy na fachowców! Nie będziemy potem mieli pretensji, że pod oknami przebiega nam trasa szybkiego ruchu, budują kolejny supermarket przed jakimś zamkiem, że znowu okradli nas w „biały” dzień. Bądźmy świadomi swojego wyboru, odwiedźmy lokale wyborcze 27 X! Nie wszyscy później odwracają się plecami, nie zauważają naszych problemów, lekceważą społeczności lokalne i wyborców.

 

Marcin Popowski

Sekretarz Zarządu i rzecznik prasowy Stowarzyszenia Detektywów Polskich

Wróć