Maluch w opałach

Detektyw Popowski na tropie

Na świąteczne zakupy wybieramy się z dziećmi. Roziskrzone w sklepach choinki, ułożone pod nimi prezenty, ciche melodie kolęd i wędrujące Mikołaje w czerwonych płaszczach rozpraszają naszą uwagę. Oddajemy się już nastrojowi rodzinnych świąt lub zamyśleni wsłuchujemy się w kolejne spoty reklamowe o coraz to nowszych promocjach. Jedna chwila i ukochana pociecha ginie w tłumie a my w panice rozpoczynamy poszukiwania.

Nie uwierzycie Państwo, ale ostatnio przyszło mi "pracować" na zlecenie dziecka. W zatłoczonym supermarkecie śliczna czteroletnia blondyneczka złapała mnie za rękę i żałośnie płacząc prosiła "...mama zgubiła się, znajdź ją!...". Cóż tu zrobić, w końcu dziecko też "klient" a do tego takie bezbronne. Pojawił się problem. Znaleźć mamę nie było trudno - nie porzuciła Kasi celowo, tylko jak nie mający dziecka "facet" ma poradzić sobie z płaczącym brzdącem? Przytuliłem, uspokoiłem, znalazłem chusteczkę do otarcia dziecięcych łez, zapewniłem że razem odszukamy mamę. Nie chciałem zostawić Kasi pod opieką kogoś z personelu sklepu, bo to właśnie mnie zaufała. Być może dla dziewczynki byłby to kolejny wstrząs. Powiadomiłem ochronę obiektu o zdarzeniu, podałem miejsce naszego pobytu z prośbą o nadanie komunikatu przez radiowęzeł. Usiedliśmy sobie w kawiarni, Kasia zamówiła lody a ja dużą kawę. W tym czasie dużo opowiedziała mi o sobie, przedszkolu, życiu w domu. Niektóre informacje przekazywane przez Kasię mogły stwarzać zagrożenie gdyby trafiły do wiadomości kogoś, kto niekoniecznie żyje z pracy rąk. W pewnym momencie Kasi zachciało się iść do WC i chciała bym jej pomógł, oblał mnie zimny pot. Poprosiłem barmankę by mi pomogła, niestety nie mogła opuścić miejsca pracy. Dziecko coraz bardziej nalegało. Modliłem się by matka znalazła się szybciej. Niestety nie przychodziła. Barmanka powiedziała, że jak przyjdzie matka to powie jej, że poszliśmy do toalety. Im bliżej drzwi damskiego WC, tym bardziej czułem, że to zadanie mnie przerasta. Nagle usłyszałem "...Córeczko, gdzie byłaś...?" Obie Panie zaczęły płakać i się nawzajem przytulać, mama była bardziej wystraszona od rezolutnej Kasi. Potem jeszcze długo rozmawialiśmy w trójkę na temat tego zdarzenia.

Wystarczyła chwila nieuwagi i mama straciła malucha z oczu. Wydaje mi się, że dzieci powinny być przygotowane na tego rodzaju sytuacje. Wtedy takie wydarzenie nie urośnie do rangi dramatu, a dziecko będzie wiedziało jak ma się zachować. Warto by dziecko miało zapisane na kartce i nosiło w kieszeni takie podstawowe informacje jak imię, nazwisko, adres, telefon np. komórkowy. Wtedy szybciej można by nawiązać kontakt z rodzicem, to ułatwia sprawę i przyspiesza poszukiwania. Przede wszystkim nie może się bać i dlatego nigdy nie można go straszyć słowami, że jeśli się zgubi to ktoś je zabierze. Powinno mieć ograniczone zaufanie do dorosłych ale jednak u nich szukać pomocy. Powinno rozpoznawać po ubiorze ochronę, policję, strażników miejskich czy też lekarzy. Wcześniej straszone w razie zaginięcia będzie podwójnie przerażone. Powinno wiedzieć, że taka sytuacja to nic strasznego, że mama na pewno je odnajdzie, bo przecież je bardzo kocha i nie mogła by bez niego żyć. Dzieciom do pięciu lat najlepiej jest tłumaczyć, że jeśli się zgubią niech pozostaną w tym samym miejscu, ze starszym dzieckiem można się umówić, że jeśli dojdzie do takiej sytuacji to mogą się spotkać we wcześniej umówionym miejscu. Dzieci najczęściej gubią się w miejscach zatłoczonych takich jak: supermarkety, festyny, plaże, targowiska, dworce autobusowe czy kolejowe. Trzymajmy je zatem cały czas za rękę, nie zostawiajmy nawet na chwilę samych!

To nowe doświadczenie w mojej branży nauczyło mnie, że jeśli umiejętnie zajmiemy się dzieckiem to odwrócimy jego uwagę od zaistniałej sytuacji. Opowiadając wesołe historyjki, zajmując go jakąś zabawą mamy czas na działanie i logiczne myślenie. Najczęściej gubią się dzieci w wieku 3-7 lat, są zarówno przerażone, jak i bardzo przeżywają to zdarzenie. Na jakiś czas tracą poczucie bezpieczeństwa. Widziałem, że mama Kasi zachowała spokój, nie podnosiła na nią głosu, nie krzyczała, nie gniewała się. Tuliła Kasię, ocierała łzy, tłumaczyła co się zdarzyło a co najważniejsze zakończyła umiejętnie moją wycieczkę do WC. W końcu nie zawsze to dziecko się gubi! Czasem to nie maluch się zawieruszy, tylko chwila nieuwagi dorosłego doprowadza do takiej sytuacji. Mama Kasi w tym samym momencie dostała telefon i spotkała koleżankę ze studiów.

Po raz pierwszy dostałem wzruszające podziękowania, buziaka od Kasi i jej mamy a cztery dni później piękną laurkę z dedykacją.

Korzystając z okazji życzę Państwu serdecznych, ciepłych świąt i udanych spotkań w gronie przyjaciół.

 

Marcin Popowski

Sekretarz Zarządu i rzecznik prasowy Stowarzyszenia Detektywów Polskich

Wróć