Bezpieczeństwo Mokotowa

Na kłopoty Popowski

Oceniając stan bezpieczeństwa na Mokotowie należy zauważyć, że mierzy się go ilością przestępstw popełnionych, dzielonych przez liczbę stałych mieszkańców. Biorąc pod uwagę statystyki – Mokotów należy do najbezpieczniejszych dzielnic Gminy Centrum. Średnia miesięczna liczba przestępstw popełnianych na 10.000 mieszkańców wynosi 36,4. Statystyka pokazuje, że w 2001r. nastąpiła niewielka poprawa stanu bezpieczeństwa w porównaniu z rokiem 2000. O tym żeby się przekonać czy statystyki nie kłamią udałem się na interesującą rozmowę z nadkomisarzem Czesławem Leichtem Zastępcą Komendanta Komisariatu Policji Warszawa – Mokotów. Poniżej przedstawiam jego wypowiedź.

Znaczny spadek odnotowaliśmy w najcięższych gatunkowo sprawach, bulwersujących opinię publiczną. W 2001r. wszczęto tylko dwa postępowania w sprawach o zabójstwo, co biorąc pod uwagę 242 tys. aglomerację jaką jest Mokotów oraz bardzo dużą liczbę przyjezdnych jest wynikiem dobrym. Chociaż chciałoby się by takich zdarzeń nie było w ogóle. Spadła ilość rozboi i kradzieży z włamaniem do mieszkań, firm, piwnic i altanek. Nie udało się natomiast ograniczyć w dostatecznym stopniu przestępstw w najbardziej dokuczliwej dla obywateli kategorii – kradzieży których liczba wzrosła o 5,2%. Przestępczość narkotykowa, której liczba od wielu lat rośnie w zatrważającym tempie jest bardzo uciążliwa dla mieszkańców. Lepsza praca policjantów naszego komisariatu przyczynia się do coraz częstszego ujawniania tego rodzaju zdarzeń. W przeciwieństwie do innych przestępstw „ofiary” nie zgłaszają się do nas. Z szacunkowych danych wynika, iż ponad 70% osób zatrzymanych w naszym komisariacie za pospolite przestępstwa stanowią czynni narkomani, którzy wcześniej już zamienili na narkotyki wszystko co mieli w domu wartościowego i teraz aby zdobyć pieniądze na kolejną „działkę” okradają sklepy, firmy, starsze osoby i dzieci na ulicach. W bieżącym roku został przez nas zatrzymany 19 letni Paweł W. - czynny narkoman. Przyznał się iż w ciągu ostatniego roku dokonał 200 kradzieży do mieszkań na terenie Służewca. Jego sposób zaspokajania głodu narkotykowego był wręcz banalny. Korzystając z nieuwagi mieszkańców wchodził do mieszkań przez niedomknięte okno czy też drzwi. Kradł drobne przedmioty, które zamieniał na narkotyki. Nie uczył się, nie pracował – miał dużo czasu i jego głowa zaprzątnięta była tym za co „przyćpać”. Upatrywał wcześniej blok, wjeżdżał windą na ostatnie piętro i schodząc z najwyższej kondygnacji sprawdzał czy drzwi do mieszkań są zamknięte na zamek. Jak twierdzi, zawsze któreś było otwarte, wtedy cicho wchodził do przedpokoju, zabierał co było pod ręką wartościowego – torebki, telefony komórkowe, drobną biżuterię i szybko się z niego ulatniał. Uważam, że wszechstronna walka ze zjawiskiem narkomani winna być prowadzona przez wszystkich ludzi, którym leży na sercu dobro kraju, od władz ustawodawczych po wykonawcze, od samorządów do każdego pojedynczego obywatela, instytucji formalnych i nieformalnych. Jest to klucz do poprawy zarówno stanu bezpieczeństwa jak i poczucia tego bezpieczeństwa u obywateli. Samo karanie, wyłapywanie „dilerów” niczego tutaj na dłuższą metę nie załatwi. Jest to zbyt duży „biznes” dla przestępców aby z niego szybko zrezygnowali. Najczęściej sygnały o tym, że coś dzieje się nie dobrego z młodym człowiekiem, winien pochodzić od rodziców, szkolnych pedagogów lub rówieśników. To niestety jest u nas zjawiskiem bardzo rzadkim. Przecież koledzy najczęściej wiedzą kto „diluje”, a kto i ile „bierze. Nie chciałbym tutaj być źle zrozumiany, że namawiam do donosicielstwa. W pierwszej chwili może to tak wyglądać ale w konsekwencji można zapobiec wielu rodzinnym tragediom, które mogą dotknąć każdego z nas. Nie chodzi mi również o informowanie Policji czy ktoś bierze czy nie a o świadome przekazanie tej wiedzy pedagogom szkolnym, wychowawcom, rodzicom, którzy w jakiś sposób posiadając takie informacje będą mogli pomóc temu młodemu człowiekowi. Chodzi o wytworzenie mody na „nie branie”. W momencie kiedy wkracza Policja, sąd czy prokurator na ratunek już jest często za późno. My i tak posiadamy wiedzę operacyjną skierowaną głównie na handlarzy „białą śmiercią”. Proszę mi wierzyć, że dla mnie jako policjanta nie ma większej radości niż wyrwanie kogoś z kręgu tej przestępczej machiny a nie tak jak się powszechnie sądzi, wsadzenie go do „pudła”. To nie rozwiązuje problemu. Przykład tego narkomana pokazuje, że często sami niejako na własne życzenie stajemy się ofiarami przestępstw. Zamknięcie na klucz drzwi wejściowych, nawet jak jest się w mieszkaniu czy okna przed wyjściem z mieszkania nie stanowi przecież zbyt dużego obciążenia fizycznego. Jako mieszkańcy wykażmy trochę zainteresowania tym co się dzieje wokół nas i naszych sąsiadów, wtedy sami będąc zagrożonymi możemy liczyć na pomoc. Gdy widzimy osoby kręcące się bez celu po klatce schodowej, parkingu, osiedlu a ich zachowanie nas niepokoi powiadamiajmy policję. To my jesteśmy od tego, aby przyjechać na każde wezwanie możliwie najszybciej. Wtedy przystępujemy do rutynowych działań legitymujemy, sprawdzamy w jakim celu przebywają tu przebywają. Zawsze można zadzwonić anonimowo. Pomysłowość przestępców nie zna granic jak również nie zna granic beztroska niektórych mieszkańców czy też pracowników. Do jednego z mokotowskich szpitali zgłosiło się dwóch młodych ludzi. Oznajmili pracownikom, że są z firmy komputerowej i sprawdzają awaryjność zainstalowanych programów. Ochrona beztrosko ich wpuściła samych do pomieszczeń systemu kierowania, skąd ukradli jedną jednostkę sterującą całym systemem komputerowym. Przez nikogo nie niepokojeni wyszli. Kierownictwo szpitala dowiedziało się o tym od policjantów z Sekcji Kryminalnej, którzy zatrzymali tego samego dnia obu mężczyzn. Przyznali się oni do kradzieży sprzętu komputerowego. Zresztą kradzieże ze szpitali, biurowców z instytucji – portfeli, torebek, drobnych przedmiotów pozostawianych na biurkach są nagminne. W firmach tych jest ochrona ale często nie interesuje się obcymi, którzy kręcą się po budynku. Aby zapobiegać tego typu przestępstwom jako policjanci, poza apelami nie mamy większego wpływu a zajmowanie się formalnościami przy wypełnianiu protokołów pochłania masę czasu i mamy go mniej na inne poważniejsze czynności. Wystarczy przecież wychodząc z pomieszczenia zamknąć drzwi na klucz a portfel nosić w kieszeni, sprawdzać czujność wynajętej ochrony, nie zostawiać petentów samych w pomieszczeniach, którzy celowo proszą o szklankę wody czy jakiś dokument aby dokonać kradzieży. Oczywiście to aby współpraca między obywatelami a policją była coraz lepsza zależy w dużej mierze od nas samych. Praktycznie przy każdej okazji jako kierownictwo komisariatu zwracamy uwagę podległym policjantom, by byli niczym policjanci w Anglii, zawsze przychylnie nastawieni do obywateli. Zdajemy sobie sprawę z tego, że często jedno niewłaściwe zachowanie niedouczonego czy też nieodpowiedzialnego policjanta trzeba będzie „odrabiać” latami. Zła postawa podważa zaufanie do naszej instytucji.

Nie tak dawno w Warszawie gościł William Bratton, opowiadał jak udało mu się powstrzymać epidemię przestępczości w Nowym Yorku. Słuchając jego opowieści można sobie uzmysłowić jak ważna dla policjantów jest społeczna kontrola ich działań. Jest to nasz sojusznik w walce z bandytyzmem. Od naszych działań; legalności, stanowczości, poszanowania godności wszystkich naszych „klientów” zależy poparcie społeczne dla nas a im ono będzie większe tym nasze działania będą skuteczniejsze. Staramy się tę prawdę wpoić nowym policjantom. Obserwuję to w naszym komisariacie.

Zahamowanie tempa wzrostu przestępczości jest m.in. wynikiem starań naszych radnych, którzy zaczęli doceniać poczucia bezpieczeństwa wśród obywateli. W ostatnich latach „zainwestowali” sporo pieniędzy w doposażenie sprzętowe i poprawę warunków pracy policjantów. Jestem głęboko przekonany, że środki te nie zostały zmarnowane i że policjanci „odpłacą się” lepszą i skuteczniejszą służbą.

Bezpieczeństwo jest jedno i ponad podziałami. W walkę o poprawę bezpieczeństwa jeśli jest to możliwe należy podpisać nawet przymierze z „diabłem”. Wszelkie możliwe ugrupowania polityczne, agencje detektywistyczne, firmy ochroniarskie, straż miejska, policja powinny ściśle ze sobą współpracować. Na tym polu bitwy jesteśmy wszyscy naturalnymi sojusznikami. Pracujące tam osoby są dobrze wyszkolone, dysponują dobrym sprzętem i potencjałem kadrowym. Jedną z metod poprawy realnego poczucia bezpieczeństwa są wspólne patrole w których mogą uczestniczyć reprezentanci wszystkich tych grup zawodowych. Będzie nas więcej i wtedy będziemy mogli stworzyć większy front do walki z przestępczością, co dość szybko zauważą nasi mieszkańcy.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Popowski

Sekretarz Zarządu i rzecznik prasowy

Stowarzyszenia Detektywów Polskich

 

PS

 

Kiedy składaliśmy numer do druku, dostaliśmy informację, że nadkomisarz Czesław Leicht został awansowany na Komendanta Komisariatu Policji Warszawa-Wola. Serdecznie gratulujemy! Jego następczyni życzymy utrzymania dobrych wyników, nie będziemy mieli nic przeciwko temu jak w tym roku przestępczość na Mokotowie jeszcze bardziej spadnie.

Wróć